Dzisiaj, jutro… (o książce „W krainie jutra”)

0
84

Janusz Pawlak, Dzisiaj, jutro…, [w:] „Ryms” nr 20, s. 20, lato-jesień 2013.

Telewizor, komputer, zmywarka i lodówka. Kuchenka mikrofalowa, tablet, telefon komórkowy. Obecność tych przedmiotów wokół nas uważamy za oczywistą, co więcej – postrzegamy je jako symbole nowoczesnego świata. Podobnie jak dla nas trylobity są niezawodnym znakiem paleozoiku, przyszli archeolodzy, wykopawszy otaczające nas urządzenia, swoje znaleziska będą datować z całą pewnością na przełom XX i XXI wieku. Czy słusznie? Niekoniecznie.

Jesteśmy tak przywiązani do swoich gadżetów i tak od nich uzależnieni, że wystarczy chwilowa awaria elektrowni, byśmy stali się bezradni – bez dostępu do Internetu, bez możliwości naładowania baterii telefonu, z cieknącą lodówką w kuchni. Często narzekamy na ten stan rzeczy. Ale jednocześnie trudno nam pogodzić się z myślą, że ułatwiające nam życie przedmioty pojawiły się na świecie już dawno, że poprzednie pokolenia korzystały z nich pół wieku temu.

Aby się o tym przekonać, wystarczy otworzyć książkę „W krainie jutra” z 1966 roku. Jej autorem jest Zbigniew Przyrowski, jeden z najbardziej zasłużonych propagatorów wiedzy naukowo-technicznej lat powojennych. Pisał książki popularnonaukowe, podręczniki szkolne, artykuły, prowadził w radiu audycje poświęcone tematyce technicznej, ale przede wszystkim założył miesięcznik „Młody Technik” i był jego długoletnim redaktorem naczelnym (przez 31 lat!). Miłośnicy fantastyki naukowej do dziś zachowują Przyrowskiego we wdzięcznej pamięci za publikowane w jego piśmie (już od 1956 roku!) opowiadania Stanisława Lema, Krzysztofa Borunia, Andrzeja Trepki.

Świat przyszłości opisany w książce „W krainie jutra” w dużej mierze przypomina obecną rzeczywistość. W futurystycznej wizji Przyrowskiego w powszechnym użyciu są tworzywa sztuczne („materiały lekkie, przyjemne w dotyku, nie gniotące się”), przed zimnem chronią ogrzewane elektrycznie ubrania , wszechobecna telewizja przemysłowa i monitoring pozwalają na bezpośrednią komunikację z każdym zakątkiem globu. Dzieci bawią się zabawkami sterowanymi radiem. Mieszkania wyposażone są w klimatyzację, pralki automatyczne, panele sufitowe o zmiennym natężeniu światła i obszerne lodówki. Fabrykami sterują komputery (zwane w latach sześćdziesiątych maszynami matematycznymi lub mózgami elektronowymi), a wielkie fermy hodowlane przypominają raczej laboratoria biochemiczne niż tradycyjne pola uprawne.

Ten wybiegający w przyszłość obraz nie powstał jednak w umyśle autora książki. Wszystkie opisane przez niego techniczne nowinki i nowatorskie rozwiązania zostały już wtedy wymyślone przez wynalazców i konstruktorów. Autor na wstępie pisze: „W naszej wyobraźni możemy tworzyć obraz jutra tylko z tego, co już dzisiaj znamy”. I dodaje: „Już dzisiaj istnieje rzeczywiście większość opisanych w tej książce urządzeń. Niektóre są jeszcze projektami, ale projektami rozważanymi przez uczonych i inżynierów”. A więc opisane przez Przyrowskiego cuda techniki już funkcjonowały, już schodziły z desek kreślarskich biur projektowych. Zatem kuchenka mikrofalowa to nie nasz, mieszkańców XXI-wiecznego świata, wynalazek. Istniała już w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Działała na tej samej zasadzie co nasza („Potrawy są gotowane… falami radiowymi. Kuchenka […] wytwarza tego rodzaju fale i jak gdyby zagęszcza je na małej przestrzeni”), ale była od niej znacznie większa i nosiła nazwę kuchenki radiowej. Natomiast zmywarka kuchenna z tamtych lat zupełnie przypomina współczesną. Wyliczenia specjalistów planujących przyszłościowe loty transatlantyckie rozbiegły się z rzeczywistością zaledwie o kilka procent: przewidywali, że lot z Europy do Ameryki potrwa 3 godziny. Rekord concorde’a (ustanowiony w 1996 roku) wynosi 2 godziny 52 minuty i 59 sekund!

Nie wszystkie wróżby przenikliwego autora się spełniły. Jeszcze daleko nam do samochodów napędzanych energią jądrową, jeszcze szkoły nie oferują powszechnego zautomatyzowanego systemu nauczania z pedagogiem obecnym tylko na ekranie telewizyjnym, wciąż daleko nam do jednoszynowej, bezszelestnej szybkiej kolei i do błyskawicznej poczty rakietowej, a pralki automatyczne nie prasują koszul. Niestety do zbioru chybionych przepowiedni zaliczyć trzeba i tę, że w stechnicyzowanym świecie będziemy pracować znacznie krócej.

Kiedy pisze się o książce „W krainie jutra”, nie sposób nie wspomnieć o jej stronie wizualnej. Autorem tejże jest Mateusz Gawryś. Artyście udało się połączyć w spójną całość różne techniki ilustracyjne: rysunek odręczny i techniczny, szkic technologiczny, fotografię i akwarelę. Wszystkie ryciny wydrukowano w dwóch kolorach: czarnym i czerwonym. Wkomponowane w jednobarwne zdjęcia czerwone płaskie obszary nadają specyficzny charakter obrazkom – osadzają je mocno w stylistyce lat sześćdziesiątych. Wystarczy spojrzeć na załączone przykłady. Oto nowoczesność sprzed pół wieku!

Książka ukazała się w 1966 roku, w głębokim PRL-u. Wielu rzeczy brakowało, swobody było niewiele, kontakt ze światem utrudniony. Goniliśmy obfitujący we wszystko Zachód. Natarczywa propaganda narzucała nam naiwną pewność, że go kiedyś przegonimy. Zastanawiam się, jak wtedy odbieraliśmy treść książki. Zapewne jak czarodziejską baśń. Bo czym innym w krainie wiecznego niedostatku mogła być wizja powszechnego dobrobytu, naturalnego dostępu do osiągnięć cywilizacyjnych? Tylko cudowną baśnią. A jednak wierzyliśmy, wzorem dziewiętnastowiecznych futurologów, że nauka potrafi rozwiązać problemy tego świata, że postęp techniczny ułatwi nam życie, że baśń stanie się rzeczywistością nawet w Polsce. I w dużej mierze nasze oczekiwania się spełniły.

Ale jest i łyżka dziegciu w tej beczce miodu. Przyrowski pisze w swojej książce: „Jaś i Małgosia zostali zaproszeni do odwiedzenia cioci w Ameryce […]. Ponieważ rodzice […] także zgodzili się na podróż swoich pociech za ocean, nic nie stoi na przeszkodzie, aby tę podróż natychmiast rozpocząć”. Zaraz, zaraz – musiał pomyśleć czytelnik w 1966 roku. Jak to „natychmiast”? A paszport? A konieczna do jego otrzymania opinia z zakładu pracy? A dolary na podróż? A bilety? Załatwienie każdej z tych spraw trwało tygodniami! A oni chcą lecieć natychmiast! W PRL-u rzecz nie do pomyślenia! Bzdura! Dziś, w XXI wieku, sprawy mają się zgoła inaczej: dziś dolary można dostać wszędzie, paszport czeka w szufladzie biurka, bilety kupuje się w Internecie. Samoloty stoją w kolejce. Można lecieć natychmiast. Zaraz, zaraz! A wiza?! A wiza?!

„W krainie jutra”
Zbigniew Przyrowski
ilustr. Mateusz Gawryś
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 1966

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj