Max w relacjach władzy

0
115

Małgorzata Cackowska, Max w relacjach władzy, [w:] „Ryms” nr 23, lato 2014, s 2-3.

Genialna książka Maurice’a Sendaka „Tam gdzie żyją dzikie stwory” (oryg. „Where the Wild Things Are”) doczekała się mnóstwa interpretacji, głównie ze względu na swój oryginalny potencjał i znaczenie, jakie odegrała ewolucja formy książki obrazkowej. Szczególnie bowiem w tej książce obrazkowej dynamika i napięcie w relacji tekstu (składającego się jedynie z 10 zdań) i obrazu wzmacnia kulturowy przekaz znaczenia i struktury władzy. Ten aspekt interesuje mnie najbardziej ze względu na swą interpretacyjną otwartość i społeczną doniosłość zarazem.

Dynamika relacji władzy w interakcji obrazu i tekstu

Książka zaczyna się od ukazania typowej hierarchii władzy – dominacji dorosłego nad dzieckiem. Mama Maxa jest, niczym narrator, wszechobecna, wszechwiedząca, autorytarna i – co jest dość przerażające – w ogóle jej nie widzimy. Tym samym nie jest typowym wzorcem współczesnej matki, a wręcz przypomina Boga, wobec którego człowiek znajduje się niemal w takiej samej relacji: też się buntuje, odwraca, ucieka, złorzeczy, ale gdy ogarnie go tęsknota i chęć powrotu (swoją drogą podoba mi się, że taka relacja jest właśnie z matką, a nie z ojcem, bo byłaby może zbyt pretensjonalna), pokornie wraca do ustalonego porządku.

Przedstawiona przez Sendaka relacja władzy matki nad dzieckiem jest konfliktem – to różnica międzypokoleniowa, walka podporządkowanego z dominującym, dychotomia dzieciństwa i dorosłości, niezgoda młodości na stary świat. Konflikt ten został zwizualizowany w relacji obrazu i tekstu. Świat przedstawiony za pomocą obrazu, związany z nieokiełznaną wyobraźnią, jest tu domeną dziecka, potęgą dzieciństwa. Przeciwstawiony zostaje on światu konwencjonalnemu – tradycyjnemu, perswazyjnemu słowu, stanowiącemu domenę dorosłości. Na początku tekst i obraz zajmują proporcjonalnie po jednej części rozkładówki – jest to charakterystyczne dla typowej książki obrazkowej. W miarę gdy najważniejsze stają się silne przeżycia i wyobrażenia małego Maxa (po jego apogeum złości, czyli kłótni z matką), znaczenia nabiera obraz, dominując przestrzeń zarezerwowaną dla „świętego” słowa. Obraz rozrasta się, pęcznieje, gdy pokój Maxa zamienia się w bezkresny świat, a wciśnięty w ramy obraz realnego świata dziecka przekształca się w panoramiczne otwarcie na niezmierzony świat dzikich. Wówczas obraz swą siłą spycha słowo najpierw do dolnej części stronic, aż do totalnego wyrzucenia go poza ramy książki. Jest to symboliczne przejęcie władzy (oczywiście, na jakiś czas tylko) przez dziecko nad całością świata, nad podporządkowanymi sobie ogromnymi stworami, wreszcie władzy nad własnymi emocjami: złością, wściekłością, ale też nad lękiem, oraz tymczasowe upełnomocnienie tej władzy.

Sendak pokazuje jednak, że władza dziecka jest ograniczona; kończy się wraz z powrotem ze świata wyobraźni do starego porządku, do starych czasów, do swojego surowego pokoju, do skurczonego do pierwotnego rozmiaru obrazka. Max, wiedziony „smakowitym zapachem jedzenia” ze swej onirycznej podróży wraca kompletnie spacyfikowany: zrezygnował z bycia królem, powoli zdejmuje z siebie strój wilka, nie ma w nim już wściekłości, ale jest zmęczenie, tęsknota za kimś, kto „kocha go ponad wszystko”, zgoda na podporządkowanie się. Wraz z tak osiągniętym spokojem zasypia też rozbuchane ego dziecka i władza jego wyobraźni, gdy ostatnie na całej rozkładówce zostaje tylko słowo.

Warto także zwrócić uwagę na sposób, w jaki artysta opowiada się po stronie dziecka przez afirmację wyobrażeń i emocji Maxa i dziecięcego odbiorcy w oryginalnej, ironicznej relacji obrazu i tekstu. Dzieje się to w scenie, w której Max dociera tam, gdzie żyją dzikie stwory. Są one – jak przedstawia tekst – przerażające: „strasznie ryczą, zgrzytają strasznymi zębami, wywracają strasznymi oczami i wygrażają strasznymi pazurami”. Obraz tymczasem wskazuje na coś zgoła odmiennego: dzikie stwory są śmieszne, gamoniowate, niezgrabne i bardzo sympatyczne. Jak ten ikonotekst aktualizuje się w sytuacji odbioru? Tekst wyraźnie straszy dziecko – obraz rozbawia, rozśmiesza, bagatelizuje terror słowa, co zdaje się być upełnomocnieniem wyobraźni przynależnej dziecku.

Dynamika władzy emocji

Po wybrykach Maxa (powieszeniu za rękę przytulanki, wbijaniu gwoździ w ścianę, szalonej gonitwie za psem z widelcem w ręku) w bardzo głośnej wymianie zdań mama nazywa syna DZIKUSEM, na co on odpowiada: ZJEM CIĘ. Ostatecznie mama wysyła chłopca spać bez kolacji (w polskiej wersji językowej nazbyt przesadnie zaznaczono tę wymianę – w oryginale nie ma żadnych krzyków, ni wrzasków, co bez dosłowności pozwala na uchwycenie ich emocjonalnego ładunku użytych słów). W scenie tej zilustrowana jest ogromna skala uczuć: od tymczasowej nienawiści po bezwarunkową miłości oraz wszystkich subtelności pomiędzy nimi (por. Maria Nikolajeva, 2010). Jak radzi sobie z tym małe dziecko? Max swą prywatną łódką odpływa do fikcyjnego świata, w którym role zostają odwrócone. Rządząc stworami, krzycząc na nie, uspokajając je, wysyłając spać bez kolacji, ustalając reguły dzikich harców, chłopiec niczym w burlesce (trzeba tak nazwać ów dziki taniec odbywający się aż na trzech zupełnie pozbawionych wszelkiego tekstu rozkładówkach) odgrywa się na ustalonym w swym realnym życiu porządku.

W nawiązanej z dzikimi stworami relacji nie ma jednak takich emocji, jakie towarzyszą relacji z matką, nawet wówczas gdy Max oznajmia im, że odjeżdża, a one chcą go zjeść – tak go kochają! Jest tak dlatego, że między Maxem a mamą relacja jest głęboka, zawiązana dawno temu, jest ona trwała, mimo ostrych słów komentujących zachowanie chłopca, ale także mimo bardzo wyraźnego odmówienia tego wszystkiego, co kryje się w przygotowywaniu i dawaniu dziecku posiłku, czyli troski, opieki i… miłości. Pomiędzy Maxem a stworami zawiązała się również silna relacja (chyba szczególnie z tym, który ma ludzkie stopy i często interpretowany jest jako figura ojca), ale jest ona krotochwilna, przygodna, powierzchowna, zawiązana wyłącznie po to, by dać upust swym pierwotnym emocjom, by wyszaleć się „na maksa”, odreagować. Studenci, z którymi pracuję nad tą lekturą, często przyrównują dzikie harce Maxa ze stworami, do „rytualnych” imprez odbywających się po skończonej sesji, w których trudno połapać się kiedy jest dzień, a kiedy noc, gdy fizyczną i psychiczną aktywność pobudza się wszelkimi środkami, byleby tylko wytrwać do końca.

*

Wywrócenie przez Maxa świata na opak, karnawalizacja nie jest jednak tą, która legitymizowałaby pajdokrację (rządy dzieci). Jest ona inicjacją w dorosłość, szkołą opanowania i akceptacji tak emocji, jak i norm, potwierdzeniem społecznej struktury i hierarchii władzy, a także rekapitulacją i odtworzeniem kolonialnych zapędów cywilizacji Zachodu (zob. John C. Ball). Ta uniwersalna historia – choć powstała w czasach rewolucji obyczajowej w USA – nie burzy całkiem ustanowionego porządku, a nawet wręcz go petryfikuje, sprowadzając granice wolności dziecka do tego, co wyobrażone.

Z drugiej strony czasoprzestrzenna podróż Maxa jest też drogą jego rozwoju, nabywania kompetencji kulturowych, konstruowania tożsamości w sytuacji, choćby chwilowego, poczucia wolności, uwolnienia się od sztywnych ram społecznych.

Bibliografia:

Ball J.C., „Max’s Colonial Fantasy. Rereading Sendak’s, Where the Wild Things Are”, A RIEL, 1997, s. 167-179

Nikolajeva M., „Power, Voice and Subjectivity in Literature for Young Readers”, Routledge, 2010

Sendak M., „Tam, gdzie żyją dzikie stwory”, Wydawnictwo Dwie Siostry, 2014

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj