Slow books Jeannie Baker

0
169

Monika Obuchow, Slow books Jeannie Baker, [w:] „Ryms” nr 17, wiosna 2012, s. 21.

Zawsze „coś tam robiła” w kącie. Rysowała, wycinała, tworzyła. Jedna z sześciorga. W domu szanowało się każdy kawałek papieru, nawet ten, w który wcześniej zawinął mięso rzeźnik.

Już na studiach przyjęła technikę, w której pracuje do dziś. Pracowite wyklejanie naszkicowanego rysunku, wielowarstwowe konstrukcje, odtworzenie świata, sedymentacja artystyczna, banalnie mówiąc: kolaż.

Choć Brytyjka, jako swoje miejsce wybrała Australię. Tamtejsza przyroda dostarcza jej niewyczerpanego źródła inspiracji. Podobnie jak innemu przyjezdnemu Australijczykowi, Grahamowi Base’owi. Australia się im odwdzięcza, wspomagając finansowo ich projekty.

***

„Mirror” (Lustro) to historie dwóch małych chłopców, których wszystko dzieli. Autorka opowiada je jednak po to, by znaleźć między nimi podobieństwa. Po lewej Sydney w Australii, po prawej Dolina Róż w Maroku. Australia czytana od lewej do prawej, Maroko od prawej do lewej. Choć odmienna od pozostałych Bakerowych dzieł ze względu na formę – bo to dwie równoległe książki, rozkładane dwóch stron – to w zasadzie po prostu kolejna książka o świecie i pozornie błahych obrazach dnia codziennego. Przyjmujemy je za pewnik, więc niewiele się im przyglądamy. Baker bierze takie obrazy na warsztat. Na warsztat, czyli na drewnianą deskę, na której szkicuje, szkice później wykleja, na koniec fotografuje i wysyła do wydawcy. Każdy z etapów dodaje „’wymiar” – każda naklejona warstwa jest coraz dalej od deski, a wszystko to zeskanowane lub sfotografowane rzuca cienie – to jedyna nieprzewidywalna rzecz w działaniu artystki.

Naklejane materiały są „z życia wzięte”. Piasek to „ten piasek z Maroka”, rośliny – „prawdziwe rośliny z Australii”, pióra – „tych właśnie ptaków tam” lub kora – „drzew, które chciałam odtworzyć”. Albo dżins, ten prawdziwy. O ile z dżinsem nie ma większych problemów, o tyle zachowanie zieleni roślin nie jest już takie oczywiste. Baker opracowała swoją tajemną miksturę, dzięki której zatrzymuje czas, a co za tym idzie – kolor. Tydzień chemicznej kąpieli daje efekt ponadczasowy. Zatem zatrzymuje czas podwójnie – za pomocą szczegółu i ogółu. Zresztą zawsze fascynowały ją faktury. Po prostu i bez filozofii. Najpierw próbowała je oddać, malując, ale nie otrzymywała oczekiwanego rezultatu. Trzeba było sięgnąć do źródeł.

Źródłem inspiracji autorki są podróże. Na zdjęciu z jej strony internetowej (będącej zresztą antytezą jej artystycznych dokonań) patrzy rozmarzonym wzrokiem dawnej hipiski. Po każdej książce, jak sama mówi, „musi oczyścić umysł”. Tak naprawdę już wtedy zbiera materiały do następnej. Tym właśnie jest bowiem „Mirror” – wynikiem wojaży oczyszczających z 2005 roku, które przedzierzgnęły się w kolejną pracę. Urzekła ją gościnność Arabów. Zbiegło się to w czasie z wyjątkową niechęcią do obcych i inności w rodzimej Australii. Przewrotnie zaczęła szukać podobieństw. Doszła do oczywistych wniosków – liczy się „podstawowa komórka społeczna”, jej miejsce w społeczności, każdy bowiem chce być kochany i potrzebny, „mieć swoje miejsce w życiu”. Pprawa strona przegląda się zatem w lewej, a lewa w prawej. Wszystko to przekazała właściwie bez słów, umożliwiając porozumienie ponad językiem, a edukatorzy podchwycili, czyniąc „Mirror” orężem w walce z uprzedzeniami i rasizmem. Książka przecież otwiera się na dwie różne strony, ale spotyka pośrodku i zamyka we wspólnej okładce.

***

Jeannie Baker patrzy na świat („Mirror”), świadomie żyje w miejscu („Belonging”, „Home”, „Window”), opiewa wyjątkowość australijskiej przyrody („Where the Forrest Meets the Sea”, „The Hidden Forrest”). Urodziła się w 1950 roku w podlondyńskim wtedy Croydon, w 1975 przeniosła się do Australii. Nie dziwi zatem nikogo, że podróżują nawet jej prace. Żyją swoim własnym życiem w formie objazdowych wystaw. Do 20 maja „Mirror” można oglądać w australijskiej stolicy, Canberze.

Jeannie Baker pracuje bardzo wolno. Każdy projekt zabiera jej mniej więcej trzy do czterech lat. Praca nad „Mirror” trwała pięć. Ile czasu zajmuje jego przejrzenie? Mówiąc romantycznie, życie całe. Książki pomyślane są tak, żeby trafiały do każdego odbiorcy. Do każdego na innym poziomie.

Monika Obuchow – dziennikarka TVP Kultura, popularyzatorka kultury dla dzieci, wielbicielka książek obrazkowych. Autorka blogów „Znak Zorro” i „1×365”, programów telewizyjnych „Bajkonurrr” (w 2008 r. nagrodzonego przez IBBY za upowszechnianie czytelnictwa) oraz „Pankot i Kotpan”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj