Muminki przerysowane

0
368

Jerzy Szyłak, Muminki przerysowane, [w:] „Ryms” nr 24, jesień 2014, s. 10-11.

Tove Jansson rysowała komiks o Muminkach od 1954 do 1960 roku. Aż do 1974 roku kontynuował pracę nad nim jej brat Lars. Łącznie stworzyła ponad 1600 komiksowych pasków, na których przedstawiła 20 różnych historii z życia małych trolli. W założeniu komiks miał służyć promocji książek o Muminkach (w 1954 roku ukazała się piąta z nich – „Lato Muminków”) i powstał z przeznaczeniem do druku w angielskiej prasie. Pierwotnym miejscem publikacji była gazeta „Evening News”, ale komiksy gazetowe nigdy nie są tworzone z myślą o druku w jednym tylko miejscu. Jeśli cieszą się powodzeniem, są odsprzedawane do innych gazet. Tak też stało się z Muminkami. Boel Westin, biografka Tove Jansson, podaje, że w dwa lata po swojej premierze komiks ukazywał się już w dwudziestu krajach.

Z książki „Tove Jansson. Mama Muminków” możemy się dowiedzieć, że publikację obrazkowej opowieści o małych trollach poprzedziła obfita korespondencja z przedstawicielem londyńskiego wydawnictwa. W korespondencji tej szczególną uwagę zwracają dwie rzeczy. Charles Sutton oczekiwał od Jansson, że jej komiks będzie w większym stopniu dla dorosłych niż jej książki. Ona z kolei prosiła o wskazówki związane ze specyfiką tworzenia komiksów. To ostatnie może zaskakiwać, bo przecież autorka opowieści o Muminkach była przede wszystkim malarką i ilustratorką. Nie tylko sama sporządziła rysunki do swoich opowieści, lecz także przygotowała kilka książek obrazkowych, w których opowiadała o postaciach ze swoich historii. Trudność, z jaką musiała się zmierzyć, nie wiązała się jednak bezpośrednio z koniecznością rozstrzygnięcia kwestii, jak opowiadać obrazkami (choć z tym także), ale przede wszystkim z wpasowaniem się w ciasne ramy komiksu prasowego.

Autor komiksu drukowanego w gazecie ma do dyspozycji zaledwie jeden pasek obrazków (od dwóch do czterech, zależnie od ich wielkości i zawartości) dziennie. W tej przestrzeni powinien zmieścić scenkę, mikrozdarzenie lub choćby wymianę zdań pomiędzy postaciami, dające efekt pewnej całości: dowcipu z puentą, sytuacji skomentowanej zdaniem o charakterze aforyzmu lub zamkniętej kompozycji graficznej. Wiele komiksów prasowych (np. „Fistaszki” czy „Garfield”) opartych jest na prezentowaniu w każdym odcinku odrębnego żartu. Historyjki o Muminkach należą do grupy opowieści rozwijających się z odcinka na odcinek i relacjonujących ciąg zdarzeń związanych z rozwojem akcji. Niemniej i w nich widać dążenie do tego, by każdy odcinek stanowił całostkę mogącą usatysfakcjonować czytelnika.

W komiksach gazetowych często mamy do czynienia z redukcją lub eliminacją narracyjnych komentarzy i ograniczeniem słów do przytoczeń wypowiedzi i myśli postaci. Tak też jest w historyjkach Tove Jansson. W pierwszym komiksie, który zrobiła („Muminek i zbójcy”), takich komentarzy nie ma w ogóle. W kolejnych dwóch zdarzają się one sporadycznie i są ograniczone do informacji o upływie czasu oraz miejscu (w rodzaju „Tydzień później” czy „Następnego ranka o szóstej w ogrodzie hotelowym”). Dopiero w „Muminkach na wyspie” twórczyni pozwoliła sobie na większą swobodę w posługiwaniu się komentarzem narracyjnym: posługuje się nim nie tylko po to, by wskazać czas i miejsce akcji, lecz także łączy wątki, skraca (i tym samym dynamizuje) opowieść oraz zastępuje puenty zawieszeniami akcji w dramatycznym momencie (np. w połowie opowieści – w scenie ratowania okrętowego kota – pojawia się odcinek zakończony pytaniem: Czy lina Muminka zdąży na czas?).

Fakt, że w komiksie o Muminkach o tym, kim są bohaterowie, mówią nam wyłącznie ich wypowiedzi i działania, ma znaczący wpływ na to, iż jawią się nam one jako postacie różniące się od swych literackich pierwowzorów. W książkach Tove Jansson nie tylko mogła wiele dopowiedzieć „od siebie”, lecz także miała więcej miejsca na przedstawienie tego, co mówią i myślą bohaterowie. W ramach komiksowego odcinka, na którego zaprezentowanie zawsze jest tak mało miejsca, rysowniczka została zmuszona do lapidarności i kondensowania słów. Zaowocowało to tym, że jej gadatliwi bohaterowie niejednokrotnie wydają się małomówni i jeśli chodzi o wypowiedzi – dość szorstcy.

Podobne wrażenie szorstkości i niedopowiedzenia sprawią rysunki Jansson, jeśli zestawimy je z jej ilustracjami z książek o Muminkach. Dodane do powieści i opowiadań rysunki ukazywały bohaterów w momentach ważnych lub malowniczych, nastrojowych lub zabawnych, ale zawsze starannie wybranych jako chwile reprezentatywne i znaczące. W komiksie o Muminkach też pojawiają się sceny reprezentatywne i znaczące, ale łącznikami pomiędzy nimi są inne rysunki, ukazujące bohaterów w chwilach mniej reprezentatywnych i pozach nie zawsze znaczących. W dodatku – z racji ograniczonej ilości miejsca – na rysunkach owych jest najwyraźniej ciasno. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że Jansson dobrze radzi sobie z tymi niedogodnościami (bo są to niedogodności), czy to zamieniając ramki kadrów w elementy ze świata przedstawionego, czy też podkreślając komizm kształtów swoich bohaterów. Już w pierwszym kadrze pierwszej historii widzimy okrągłą pupę Muminka i umieszczone nad nią pytanie: Co to jest? W innych historyjkach widok ten będzie dość regularnie powracał, a obłe kształty bohaterów będą przez rysowniczkę układane w dość kunsztowne kompozycje.

Najbardziej zaskakuje to, że komiksy o Muminkach nie są ani adaptacją literackich opowieści o Muminkach, ani też tych opowieści uzupełnieniem. Chociaż w historyjkach obrazkowych pojawiają się te same postacie, które znamy z książek, obdarzone tymi samymi cechami charakteru i identycznym wyglądem, komiks oferuje nam rodzaj alternatywnej opowieści. Takiej, w której poszczególne postacie nie tylko w inny sposób wkraczają na scenę, lecz także co innego na tej scenie robią. Jedna z opowieści w pierwszym tomie komiksowych Muminków nosi tytuł „Muminki na Rivierze” i pokazuje znane nam wszystkim trolle na wczasach w ekskluzywnym kurorcie, pluskające w basenie obok osób, które dziś nazwalibyśmy celebrytami. I jeszcze Pannę Migotkę w bikini. Aż chciałoby się powiedzieć: „Niemożliwe, nasze Muminki tego nie robią”. Problem w tym, że Muminki w rzeczywistości nie są nasze, ale Tove Jansson, która zrobiła o nich także komiks, a właściwie całą serię komiksowych opowieści. W komiksach pozwoliła sobie na robienie wariacji na temat tego, co mogliby robić jej bohaterowie, skąd mogliby się wziąć, dokąd mogliby się udać, z kim spotkać, co zbroić. Wariacje te wtłoczyła w ramy komiksu prasowego, ukazującego się w odcinkach, a owe ograniczenia spróbowała wykorzystać tak, by stanowiły dodatkowy walor jej opowieści. To, co nam dała, to nie inne Muminki, lecz Muminki oglądane z innego punktu widzenia. Mimo zmiany medium zachowujące to, co w nich najważniejsze: dużo humoru, nutkę melancholii, niebanalne spojrzenie na ludzkie przywary, szczyptę poezji i pełnię oryginalności talentu Tove Jansson.

Jerzy Szyłak – elblążanin. Pracownik naukowy Uniwersytetu Gdańskiego. Teoretyk literatury. Filmoznawca. Autor szeregu książek o komiksie i kilku o kinie oraz przemianach zachodzących w kulturze współczesnej m.in. „Komiks: świat przerysowany”, „Komiks w kulturze ikonicznej XX wieku. Wstęp do poetyki komiksu”, „Poetyka komiksu. Warstwa ikoniczna i językowa”, „Kino i coś więcej. Szkice o ponowoczesnych filmach amerykańskich i metafizycznych tęsknotach widzów”. Znak zodiaku: Skorpion.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj