Palcem po mapie. O mapoksiążkach i odkrywaniu świata

0
33

Nie ma już białych plam na mapie świata. Odkryliśmy wszystko; posiadamy wiedzę na temat roślinności, zwierząt i kultury charakterystycznej dla odległych nam lądów. Mimo to nadal odczuwamy silną potrzebę odkrywania, możliwe, że zakodowaną w genach, przekazaną nam przez przodków, którzy miesiącami podróżowali w nieznane, wyprawiali się w lasy i góry, nabawiali się szkorbutu podczas wojaży morskich, gęsim piórem zapisywali dni i wyliczali mile, by określić swoje położenie, by zbadać świat, odkryć tajemnice, które kryją dalekie krainy. To właśnie oni, gnani potrzebą poznawania niepoznanego świata, dokładali się do stopniowego zamalowywania białych plam na mapach. Dzięki nim wiemy, gdzie się znajdujemy, znamy swoje współrzędne – pisze Aneta Romańska.

Człowiek określa siebie poprzez swoje pochodzenie, swoje miejsce na świecie. Mała brazylijska wioska, duże miasto na wschodzie Chin, grecka wyspa – to mój rodowód, stąd się wywodzę, z tym miejscem już na zawsze będę w jakiś sposób związany i przez jego pryzmat będą na mnie patrzeć inni. Jaki jestem w odniesieniu do innych? Co mnie różni, a co łączy z rolnikiem w Wietnamie albo rzeźnikiem w Ugandzie? Do odpowiedzi na te pytania dochodzimy przez całe życie – czytając, oglądając filmy dokumentalne, wiadomości, słuchając radia. Lekcje geografii pomagają nam uświadomić sobie nasze położenie, a podróżowanie nastawia nas na doświadczanie różnic kulturowych i klimatycznych. Wszystkie te doświadczenia składają się w całość, której podstawą jest mapa.

Czym jest dla nas mapa? Niegdyś jej główną funkcją była pomoc w ustaleniu położenia oraz ustalenia politycznych granic państw. Mapa nadal ułatwia odnalezienie się w rzeczywistości, wskazuje drogę. Zmienia perspektywę patrzenia na świat za pomocą linii, kolorów, liczb i liter. Mapy mówią jak iść, gdzie co się znajduje i jak ma się w odniesieniu do otoczenia. Od wieków człowiek kreślił mapy, by lepiej zrozumieć otaczającą go rzeczywistość. Mapy są nam bliskie; towarzyszą nam w życiu codziennym i utrzymują nas w kontakcie ze światem zewnętrznym.

Siadam nad mapą, wodzę palcem po zarysie Europy. Polska jest wielkości odcisku mojego kciuka. Bez najmniejszego problemu przeprawiam się przez granice kolejnych państw, a następnie przez Ocean Atlantycki. Paznokciem przepływam Amazonkę, następnie palcem wskazującym stukam w Meksyk. Kiedyś tam polecę! Z Meksyku do Stanów Zjednoczonych, wzorem bitników ze wschodniego wybrzeża na zachodnie i z powrotem (odmierzam odległość palcem wskazującym i kciukiem – wydaje się niewielka). A potem Azja! Przykrywam ją dłonią – Bliski Wschód i Rosja prześwitują przez moje palce. Dotykam Australii; wyobrażam sobie niewiarygodnie upalne lata, widzę kangury i bezkresne plaże. Pora na chwilę ochłody na Antarktydzie – uważnie śledzę palcem jej nierówną, zlodzoną linię brzegową…

W ciągu zaledwie trzech minut zwiedziłam sześć kontynentów. Miałam w głowie twarze ludzi o różnych kolorach skóry, zmieniający się krajobraz, inne stroje, kolory, dźwięki. Czułam zapach przypraw i posmak soli morskiej na ustach.

Nie zostanę odkrywcą, prawdopodobnie nie uda mi się nawet odwiedzić wszystkich krajów, które bym chciała. Mogę jednak badać mapy; spróbować odpowiedzieć na pytania: czego możemy nauczyć się z map? Czym obecnie jest dla nas odkrywanie? Czy w dobie urządzeń typu GPS mapy dalej mają sens? Jak postrzegamy świat poprzez mapy? Czemu służy mapa? Jakie korzyści edukacyjne płyną z obcowania z mapami? W jaki sposób artyści – twórcy map – przedstawiają na nich świat?

Panie i panowie, mali i duzi: pozwólcie zabrać się w podróż.

1. Mapa mojego świata

Światopogląd i JA

Proponuję zacząć od własnego podwórka. Wróćmy do lat, kiedy całym światem było dla nas najbliższe otoczenie, a dalekie podróże wydawały się zupełnie nierealne. Prawdopodobnie trudno jest przypomnieć sobie szczegóły na temat tego, jak postrzegaliśmy świat i siebie w odniesieniu do niego jako kilkuletnie dziecko. Ze swojego dzieciństwa pamiętam rozterki po pierwszym zetknięciu z obcokrajowcami – szczególnie żoną znajomych moich rodziców, pochodzącą z Korei Giselle oraz anglojęzyczną przedszkolanką, Mrs Violett: „Czemu nie rozumieją tego, co mówię? Czy myślą po Polsku? Czym jest Korea i gdzie jest położona? Jak bawią się tamtejsze dzieci? Jak brzmią ich imiona?” Stopniowo zbierałam informacje i zadawałam jeszcze więcej pytań.

„Osobisty świat człowieka odzwierciedla realny świat w postaci selektywnego zbioru faktów, obiektów, ich układu w umyśle człowieka, ich powiązań, ustosunkowań. Ważną i trudno zmienialną jest pozycja, która tworzy rdzeń reprezentacji, inaczej epicentrum osobistego świata. Rdzeń to to, co najważniejsze w spostrzeganiu świata przez danego człowieka. W dojrzałym światopoglądzie koncentruje on inne fakty, obiekty wokół siebie.” (A. Gurycka, T. Neff, A. Tarnowski, 1998. „Jak ludzie postrzegają swój świat?”, Wprowadzenie, str. 9)

Idąc za myślą współautorki książki „Jak ludzie spostrzegają swój świat?”, Antoniną Gurycką, warto uświadomić sobie, jak istotnie jest kształtowanie się światopoglądu u człowieka przy jednoczesnym kształtowaniu się jego świadomości. Rdzeń, który tworzy się przy procesie odkrywania i poznawania świata, umożliwia uformowanie się całkowicie osobistego i oryginalnego światopoglądu.

Światopogląd człowieka, sposób, w jaki postrzega on świat, to jedna z ważnych podstaw jego psychiki, regulującej jego stosunki ze światem i udział w jego budowie. Dwudziesty wiek i wejście w dwudziesty pierwszy to nie tylko symbolika, jak na to wskazują narastające problemy cywilizacyjne, nowe wskazania etyki wymagające twardej walki o godność i byt człowieka. To też walka o młode pokolenie, dla którego ścieranie się ze złem o dobro tego świata, wymaga nie tylko światopoglądów pozwalających widzieć świat w skali dobra i zła, ale mogące sprzyjać nowemu przewartościowaniu dotychczasowych wielu doświadczeń, które życie w XX wieku nam przyniosło. (Gurycka, T. Neff, A. Tarnowski, 1998. „Jak ludzie spostrzegają swój świat?”, Wprowadzenie. Warszawa: Wydawnictwo Akademickie „Żak”, str. 10)

Wartość bogatego światopoglądu jest więc nieoceniona. Jest on narzędziem, z którego korzystamy przez całe życie w niezliczonej ilości sytuacji. Budowanie takiego światopoglądu należy zacząć u podstaw, skupiając się w pierwszej kolejności na sobie i swoim miejscu na świecie. Solidne fundamenty i dogłębne zrozumienie siebie może pozwolić na późniejszym etapie dorastania na kreatywne wykorzystanie swoich talentów i umiejętności analitycznego łączenia faktów, na szukanie kreatywnych rozwiązań w budowaniu świata.

Brytyjska artystka – ilustratorka włoskiego pochodzenia, Sara Fanelli, w swojej książce „My Map Book” zaprezentowała najróżniejsze mapy dziecięcego świata, przedstawiające najbliższe otoczenie, z którym codziennie styka się dziecko i które uczy się rozumieć i interpretować. Podważa tym samym powszechnie przyjęte przekonanie, że jedynie miejsca mogą być reprezentowane przez mapy i robi to w wyjątkowym, rewelacyjnie szczerym i kreatywnym stylu. Zachęca między innymi do przyjrzenia się swojej twarzy i stworzeniu jej mapy. Duże uszy są od słyszenia, wpada do nich muzyka. Najlepszym przyjacielem człowieka jest pies, czemu miałby nie mieć swojej własnej mapy? Fanelli przedstawia więc mapę pieska. Na mapie pokoju sypialnego widzimy narysowane z góry: moje łóżko, łóżko siostry, niebieski dywan, krzesło, biurko, biurko siostry. Perspektywa z lotu ptaka zachęca do zmiany sposobu postrzegania. By odwzorować swój pokój dziecko musi nauczyć się patrzenia z góry, tworzenia map elementów składających się w całość. Przypominający mapę przekroju geologicznego jest mapa dnia. Ranek jako szczoteczka do zębów i śniadanie, następnie szkoła, plac zabaw, dom, kolacja, a przed snem całkiem sporo czasu na bajki. Różne sposoby reprezentacji zachęcają do różnych sposobów postrzegania. Skłania do zdania sobie sprawy z jak wielu elementów składa się mój osobisty świat; jak bardzo złożona jest każda z nich. By lepiej uświadomić sobie ich wartość autorka proponuje stworzenie mapy serca – duże serducho podzielone na obszary wprowadza nas w tajemniczy, piękny świat wnętrza dziecka. Najwięcej miejsca zajmują w nim obszary poświęcone rodzicom, dziadkom, przyjaciołom i… miłym niespodziankom. Jest też wyspa dla pieska, a słoneczne dni graniczą w sercu z miłością do czekolady. Tak szczegółowe i estetycznie atrakcyjne mapy zachęcają dziecko do badania swojego miejsca na świecie, jego elementów i granic oraz prób jego odwzorowywania – do czego zachęca sama Sara Fanelli – po rozłożeniu papierowej obwoluty widzimy, że jest ona z jednej strony mapą świata bohaterki książki, a z drugiej pustym białym arkuszem, na którym dziecko ma szansę narysować swój własny świat, tak jak go w danym momencie postrzega.

Bardziej rozbudowaną formę tego zadania opracowała wspomniana już Antonina Gurycka. Stworzona przez nią metoda o nazwie „Mapa Mojego Świata” również opiera się na technice rysunkowej, jednak towarzyszy jej stworzony przez nią instruktarz oceny światopoglądu i co za tym idzie jego związków z ludzką osobowością. Jest ona zwana narzędziem opisu światopoglądu. Została podzielona na siedem kategorii treściowych, każda odpowiadająca określonym elementom do niej należącym i sześć symboli pozwalających określić barwę (czyli nacechowanie emocjonalne względem danej części mapy, nasycenie go optymizmem bądź pesymizmem) światopoglądu danej osoby.

Dopiero w momencie zrozumienia swojego najbliższego otoczenia stopniowo zaczyna się poszerzać widzenie.

W świecie wewnętrznym dziecko najlepiej uświadamia sobie swoje spostrzeganie. Ma dość bogatą introspekcję w formie spostrzegania wzrokowego i słuchowego („ja widzę”, „ja słabo słyszę”) Charakteryzuje to jego aktywność wewnętrzną („daj, ja popatrzę”). Spontaniczne pobudzenie do działalności spostrzegania i aktywne nastawienie na nią stanowi dowolną formę aktywności wewnętrznej. (…) A zatem systemowa budowa świadomości rzutuje zarówno na spostrzeganie rzeczywistości, na działanie w niej, jak i na stosunek dziecka do samego siebie. (Lew S. Wygotski, 2002. „Wybrane prace psychologiczne II. Dzieciństwo i dorastanie”, Poznań: Zysk i S-ka, str 128, 3 i 4)

Na tym stosunku opiera się kształtowanie dziecka jako osoby świadomej – świadomej swoich cech, swojego pochodzenia i swojego miejsca w otaczającej rzeczywistości.

Powstanie systemowej świadomości (…) skłonny jestem traktować jako centralny, najbardziej charakterystyczny wymiar świadomości, o ile istotne w przypadku człowieka jest to, że nie spostrzega świata w sposób prosty, ale usensawnia go, a świadomość zawsze porusza się w planie usensownienia czegoś. (Wygotski, 2002)

Świat ulega więc usensownieniu, stopniowo staje się bliższy, często bardziej fascynujący niż znane już młodej osobie otoczenie. Wraz z rozwojem psychicznym, emocjonalnym i indywidualnych zainteresowań w życiu dziecka zaczyna pojawiać się głód przygody. Formuje się mapa, na której widać morza i rzeki, a ptaki odlatują do „dalekich krajów” na zimę. Bardziej interesujące i stymulujące okazują się książki i filmy przygodowe, historie o Afryce i jej pustyniach, piratach i morzach, na których grasują niż świnka Peppa i jej rodzina, czy żółw Franklin i jego przyjaciele.

2. Moje pochodzenie

Następnym elementem w tej podróży jest pochodzenie i to, co się na nie składa. Na mapie świata jestem mikroskopijnym punktem, nie odnajdę się w książkach ani w filmach. Jednak czym innym jest miasto, w którym mieszkam, w którym się urodziłem i które znam. Również kształtuje moją osobowość, wpływa na mój światopogląd i poczucie przynależności. Mojego miasta mogę szukać na mapie w atlasie geograficznym. Labirynty ulic są mi bliskie, odkrywam jego zakamarki i tajemnice. Dostrzegam zmiany w nim zachodzące i naturalnym jest, że zastanawiam się często nad jego historią. Widząc przemiany zachodzące w krajobrazie miasta, fantazjuję na temat tego, jak wyglądało sto lat temu, a jak będzie wyglądało za lat dwieście.

Niezwykłą mapoksiążką jest pozycja pt. „Jestem miasto. Warszawa” Marianny Oklejak. Składa się ona w całości z map zajmujących wszystkie jej strony ilustrujących zmiany, jakie przechodziła Warszawa. Mimo braku tekstu, a może właśnie dzięki temu, mamy szansę na własną rękę odkrywać dzieje Warszawy. Niezliczona ilość detali i zabawnych elementów pozwala nabrać podziwu i szacunku dla tego historycznego miasta, które przeszło taką ilość przemian i było świadkiem dramatycznych wydarzeń. Podróż po rysunkowej Warszawie zaczyna się od praczasów – na zielonych terenach postaci w skórzanych strojach zajmują się uprawą, hodowlą i dokazywaniem w lasach. Taka Warszawa jest nam zupełnie obca, jednak odżywa na kartach książki i pobudza wyobraźnię do działania. Na następnej stronie ukazuje nam się ten sam fragment Warszawy, można to poznać po układzie dróg i zieleni, a jednak jest on zupełnie inny. Przewracając kolejne stronice, zauważamy zmiany jakie zachodziły w tym mieście. Ukazuje nam się ono pod panowaniem różnych dynastii, w szarościach stanu wojennego, aby stać się wiernym odwzorowaniem obecnej Warszawy, którą znamy i którą widzimy na co dzień. Wodząc palcem po jej losach przedstawionych na tych rysunkowych mapach odkrywaliśmy fakty historyczne. Mieliśmy też szansę pobudzić wyobraźnię, kreatywność, spostrzegawczość i umiejętność łączenia faktów. Wyłapywanie detali wymaga skupienia uwagi i poszukiwania odpowiedzi na pytania, które rodzą się naturalnie: co wpływało na zmiany jakie przechodziła Warszawa? Jak wyglądało życie jej mieszkańców na przestrzeni dziejów?

Nietrudno jest zauważyć niepodważalne zalety obcowania z takim wizerunkiem miasta. Historia Warszawy w formie map reprezentujących najbardziej charakterystyczne okresy, jakie przechodziła jako miasto, ma wyjątkowe walory edukacyjne. Przede wszystkim rozwija myślenie przyczynowo-skutkowe, utrwala wiedzę historyczną i pobudza apetyt na więcej. Więcej odkrywania, poznawania, doświadczania. Wiedzę tę można poszerzyć oglądając filmy o Warszawie lub z Warszawą jako tłem historycznym, czytając książki o życiu Warszawiaków z różnych epok lub zwyczajnie idąc na spacer. Turystyka miastoznawcza przeżywa obecnie odrodzenie; pojawia się wiele form kulturalno-edukacyjnych – np. gry miejskie, wydarzenia kulturowe w przestrzeni miejskiej np. Festiwal Narracje czy Streetwaves mających na celu pobudzenie miast do życia, a mieszkańców do ich odkrywania. Podczas festiwalu Narracje oraz Streetwaves również rozdawane są mapy z zaznaczonymi obiektami i trasą dojścia do nich. Wymaga to od uczestników skupienia się na detalach przemierzanych ulic, rozpoznawania kilku pionowych i jednej poziomej kreski jako tego zaułku między kamienicami.

W 2013 roku miasto Szczecin wspólnie z wydawnictwem Artmosphere wydało „Przewodnik dla dzieci. Szczecin”. Autorką książki jest Anna Czerwińska-Rydel, a ilustracje wykonała Katarzyna Bogucka. Przewodnik opiera się tradycyjnej przewodnikowej formie, która prawdopodobnie nie zainteresowałaby większości dzieci i zamiast tego, podaje im informacje o Szczecinie pod przykrywką historyjki o dwójce dzieci – Kubie, mieszkańcu tego miasta i jego koleżance Ingrid, która pochodzi z Oslo i uwielbia fontanny. Nie jest to typowa mapoksiążka, ponieważ mapę mamy tylko jedną – za to kolorowymi liniami oznaczonych jest aż osiem różnych tras wycieczek, które pozwolą nam lepiej poznać Szczecin i jego historię. Razem z Ingrid uczymy się o zabytkach, basztach i obiektach kulturowych tego miasta. Zatrzymujemy się przy Pałacu pod Głowami, na Placu Grunwaldzkim i w Różance, idziemy do Kina Kosmos i Pionier i dzięki komentarzom Kuby dowiadujemy się nie tylko faktow, ale również ciekawostek o tych miejscach. Ilustracje są proste graficznie, czasem karykaturalne i zabawne, ale jednocześnie o skromnej palecie barw, co sprawia, że całość wypada naprawdę schludnie i przejrzyście. Rewelacyjnym posunięciem jest też adnotacja na końcu książeczki: „Wejdź w świat rozszerzonej rzeczywistości i odkryj na kartach naszego przewodnika ukryte informacje i ciekawostki.” Dla posiadaczy smartphone’ów i tabletów Szczecin przygotował aplikację multimedialną, pozwalającą na odkrywanie ukrytych treści i interesujących faktów, które nie zostały zawarte w przewodniku. Dla pozostałych podany został link do strony internetowej. Tym samym Szczecin udowadnia, że jest miastem jednocześnie pełnym zabytków i niezwykłych historycznych miejsc, jak również odznaczającym się nowoczesnym podejściem do miejskiej turystyki.

Pisząc o mapach nie można pominąć Aleksandry i Daniela Mizielińskich, polskich ilustratorów, którzy stworzyli wiele rysunkowych map dostępnych w formie mapoksiążek, map rozkładanych oraz mapowników – fuzji mapy i rysownika. Są oni także twórcami większej ilości map rysunkowych i znajdywania dla nich nowych zastosowań edukacyjnych. Tchnęli świeżą energię w naukę o świecie prezentując rzeczywistość w atrakcyjnej, wyjątkowo estetycznej formie. W „Mapach. Obrazkowej podróży po lądach, morzach i kulturach świata” zabierają nas w podróż po swoim kolorowym świecie, zachwycając detalami i ucząc o innych kulturach.

Na szczególną uwagę zasługuje wykonana przez nich mapa Polski na 25-lecie wolności. Jest nawet bardziej szczegółowa niż jej odpowiednik zawarty w „Mapach”, skupia się na większej ilości elementów historycznych. Z tyłu mapy możemy przeczytać o okolicznościach jej wydania; jest do niej również dołączona karta z wizerunkami zwierząt występujących na ziemiach Polski.

Podobną pozycją jest „Krótka Historia Polski” – mapoksiążka opracowana przez Zuzannę Szelińską z ilustracjami Diany Karpowicz. Tak jak w przypadku „Jestem Miasto. Warszawa” są w niej zaprezentowane przemiany, jakie przechodziła Polska, ze zmieniającymi się granicami, stolicą państwa i atrybutami charakterystycznymi dla danych epok. Zamiast „praczasów” pierwszym zilustrowanym etapem jest Polska Piastów – dowiadujemy się z niej, że Gniezno było niegdyś stolicą Polski, są też wizerunki Bolesława Chrobrego i Ottona III, a granice kraju wypełnione są prostymi rysunkami rycerzy, zwierząt gospodarskich, wiklinowych koszy i broni używanej w tamtych czasach. Ten sposób przedstawiania krajów obecny jest w „Mapach” Mizielińskich – jednak tam rysunki są bardziej szczegółowe, przyjemniejsze dla oka, większe i przedstawiają bardziej konkretne informacje, a każda z nich jest opisana. Dlatego też, „Krótka Historia Polski” może być traktowana jak uboższa wersja obu wspomnianych wyżej mapoksiążek. Równocześnie łączy ona ich najlepsze cechy edukacyjne – ilustruje zachodzące przemiany historyczne, polityczne i kulturowe w formie map obrazkowych. Fakt, że jest w tym dość uproszczona, sprawia że będzie przystępna zarówno dla młodszych dzieci i skłoni je do zadawania pytań i zainteresowania historią Polski. „Krótka Historia Polski” jest idealnym materiałem szkolnym, jeśli nawet niekoniecznie poszerza podręcznikową wiedzę, to zdecydowania pomaga ją usystematyzować i połączyć w jedną całość, jednocześnie dostarczając wizualnych wzorców wyobrażeniowych.

3. Inne kraje

Gdy poznamy już dobrze siebie, swoje podwórko, miasto i kraj, który jest naszą ojczyzną, nadchodzi pora na wyprawienie się w dalszą podróż. Jeśli raz obudziliśmy w sobie odkrywcę i spędziliśmy całe godziny ślęcząc nad mapami naszego kraju, powtarzając po cichu nazwy jego miast, rzek i pasm górskich, pora iść dalej, poza jego granice, w nieznane. Polecam zapakować wygodne buty, okulary przeciwsłoneczne i kapelusz ochronny. Nie zaszkodzi też wyposażyć się w aparat fotograficzny i dziennik, by na bieżąco dokumentować zapierające dech widoki i emocje im towarzyszące.

Niezależnie jak wielką fascynację budzi francuska kuchnia, włoskie kino czy życie brytyjskiej rodziny królewskiej, nadchodzi moment, w którym decydujemy się przemierzyć morza i oceany, by jak Krzysztof Kolumb poczuć się odkrywcą. Taką szansę daje wspomniana już wcześniej mapoksiążka autorstwa A.D. Mizielińskich. „Mapy. Obrazkowa podróż po lądach, morzach i kulturach świata” to pozycja, która zachwyca od pierwszych stron. Zamiast tradycyjnego spisu treści – mapa. I tak będzie już do samego końca, bowiem „Mapy” to jak sama nazwa wskazuje zbiór map, ilustrujących położenie, roślinność, tradycyjne potrawy, stroje i cały przekrój najróżniejszych elementów charakterystycznych dla danego kraju. Groteskowo-realistycznym rysunkom w stonowanych barwach towarzyszą krótkie opisy, zwięźle tłumaczące wybrane fakty oraz informujące nas o nazwach danych obiektów, by umożliwić znalezienie większej ilości informacji na ich temat. Na ponad pięćdziesięciu kolorowych mapach przedstawione zostały czterdzieści dwa kraje i sześć kontynentów. Tekst na tylnej stronie okładki obiecuje: „Ta książka zabierze was w niezwykłą podróż dookoła świata.”(Dwie Siostry, Warszawa 2002). Na pierwszy z naszych zamorskich wojaży wybieramy Islandię – z legendy dowiedzieć się można, że stolicą tego państwa jest Reykjavik, jaka jest powierzchnia kraju-wyspy, ilu ma ona mieszkańców i jakim językiem się oni posługują. Oprócz tego kontur rysunkowej mapy zawiera kilkadziesiąt niewielkich rysunków, takich jak: charakterystyczne rośliny (płunica islandzka, brzoza, bażyna czarna), zwierzęta (renifer, łabędź krzykliwy, lis polarny), wulkany (Bardarbunga, wygasły Herdubreid, Askja) oraz potrawy (kleina – smażone ciastko, skyr – rodzaj jogurtu i rugbraud – słodki, żytni chleb). Badając tę rysunkową mapę Islandii każdy ma szansę poznać fragment jej tożsamości – charakterystyczne obiekty, stroje, czynności. Odległa i chłodna Islandia momentalnie staje się nam bliższa. Wypuszczamy się więc jeszcze dalej, tym razem na południe. Mapa Ghany utrzymana jest w ciepłych barwach, ale identycznej stylistyce. I tu znowu widzimy charakterystyczne zwierzęta (nektarnik piękny, kob żółty), rośliny (baobab, masłosz parka) oraz potrawy. Łatwo jest zauważyć punkty wspólne – choć położone tak daleko od siebie Islandia i Ghana są do siebie podobne w wielu aspektach. W każdym z tych krajów płyną rzeki, ludzie noszą tradycyjne stroje odpowiednie do klimatu i mają swoje zabytki historyczne. Te same podobieństwa wychwycone zostaną na mapie Stanów Zjednoczonych, Indii i Australii. Choć tak różne pod wieloma względami, wszystkie kraje posiadają cechy wspólne, w każdym z nich żyją ludzie bardzo podobni do nas. „Mapy” rozwijają tym samym empatyczne spojrzenie na innych ludzi, wychowują nieprzejawiających rasistowskich zachowań ludzi, którzy posiadają szeroką wiedzę na temat świata, w którym żyją. Na specjalną uwagę zasługuje oprawa graficzna książki, która autentycznie zachęca do chwycenia za ołówek i własnych prób odwzorowania świata.

Potrzebę tę z pewnością będzie w stanie zaspokoić następna omawiana pozycja.

Umiejętności twórcze i artystyczne rozwiniemy bowiem przy zabawie z „Mapownikiem”. „Mapownik, czyli praktyczny kurs mazania po mapach” to kolejna pozycja Aleksandry i Daniela Mizielińskich, która tym razem, zamiast prezentować ich rysunkową wizję świata pozwala na stworzenie swojej własnej. I to w jakim stylu! Zamiast tradycyjnych poleceń, autorzy proponują nam między innymi narysowanie mapy swojego wymyślonego państwa (jedyne instrukcje to: „Zaznacz stolice, pasma górskie, morza i miasta. Potem stwórz własne zabytki i potrawy. Narysuj siebie jako króla lub królową.”), udekorowanie indyjskiego słonia, a na mapie Polski z zaznaczonymi najbardziej oryginalnymi nazwami miast (między innymi: Łapinóżek, Pupki, Lenie Wielkie czy Niemyje-Ząbki) mamy za zadanie wzbogacić jej krajobraz nowymi zabytkami. Jest to znakomite ćwiczenie kreatywności nie tylko dla najmłodszych. Na kolejnych kartach jest też wiele zadań akcentujących i uwrażliwiających na różnice kulturowe: wspólny posiłek mieszkańców Maroka, Japonii i Włoch, na które każdy z nich przygotował potrawy popularne w jego rodzinnych stronach wymaga od dziecka znalezienia informacji na temat potraw charakterystycznych dla konkretnych regionów. Kilka kart później mapownik mówi: „Ozdób czaszki z cukru. Meksykanie w Dzień Zmarłych jedzą kolorowo udekorowane czaszki z cukru” – tutaj również polecenie skłania dziecko do szukania większej ilości ciekawostek na temat obyczajów Meksykanów. Rodzi się ciekawość kulturowa, chęć odkrywania świata, która jest podstawą efektywnego zdobywania wiedzy, uczenia się oraz kojarzenia faktów i wyciągania z nich wniosków. Ponadto każda karta z „Mapownika” może być z łatwością wyrwana i przyczepiona do ściany. Czego jeszcze uczy „Mapownik”? Używania wyobraźni oraz świadomości, że z jej pomocą każdy ma szansę zmieniać świat, czynić go jeszcze bardziej kolorowym i zachwycającym.

Mapy bywają też bardzo humorystyczne. Należy zdać sobie sprawę z faktu, że zależnie od naszego pochodzenia widzimy świat z innej perspektywy. Ludzie najpierw uczą się o swoim kraju, następnie o kontynencie i dopiero na końcu o całym świecie. Mapa, którą znają Amerykanie wygląda tak:

(pobrano z: www.culturaldetective.com)

A Australijczycy widzą świat w ten sposób:

(pobrano z: www.theoldreader.com)

Taka reprezentacja jest zrozumiała, jednak przedstawia inny obraz świata niż pokazywanie go w całości, np. na globusie. Możliwe, że jest to jednym z czynników wpływających na ignorancję ludzi w stosunku do innych krajów, szczególnie tych bardzo odległych. Mapy podchodzą z dystansem do różnic kulturowych i ksenofobii, prezentują świat jako widziany z różnych perspektyw. Na tych mapach, autorstwa Yanko Tsvetkov zawartych w jego mapoksiążce „Atlas of Prejudice” i bardzo popularnych w Internecie, widzimy wizualną reprezentację tego, jak różne kraje są przez siebie postrzegane.

(pobrano z: www.alphadesigner.com)

Oryginalne podejście prezentuje książka pt. „Dokąd Iść? Mapy mówią do nas” autorstwa Heekyoung Kim, opatrzona ilustracjami, które wykonała Krystyna Lipka-Sztarbałło. Skupia się ona na różnych obliczach kartografii i sposobach przedstawiania świata. Choć może się to wydać w pierwszej chwili niezbyt interesujący temat, forma i sposób w jaki przekazana jest treść sprawia, że książkę pochłania się w jeden moment. Już na samym początku, bez zbędnych wstępów, dowiadujemy się, że „Dawno, dawno temu mieszkańcy wysp Marshalla na Oceanie Spokojnym zrobili mapę – z palmy, muszelek i kamyków” oraz, że „2600 lat temu grecki filozof Anaksymander z Miletu opracował mapę świata. Na tej mapie kółko jest otoczone większym kołem. Ta okrągła mapa mówi: świat to ląd i morze wokół niego”.

Ten rozbrajająco szczery i prosty sposób narracji towarzyszy nam przez całą książkę. Ilustracje zdecydowanie nie są monotonne – od nieskomplikowanych, prawie pozbawionych kolorów, poprzez misterne plany, zachowujące zasady perspektywy, aż po kolorowe mozaiki z ogromną liczbą detali. Czytamy i oglądamy mapę metra, mapę genomu ludzkiego i mapę nocnego nieba. Autorka nie podaje jednak odpowiedzi na tacy i zachęca do rozważania: co mapy nam mówią? Co przekazują, oprócz tego co na nich zwyczajnie widać? Jaki był cel ich stworzenia? Jakie mapy będą tworzone w przyszłości? 

4. Dalekie lądy, odległe światy

Wśród niezwykłych mapoksiążek jest jeszcze jedna rewelacyjna pozycja, pozwalająca nam na odkrycie odległych światów, tak odległych, że często są niezamieszkane. Niewątpliwie najbardziej niezwykłą, poetycką i estetycznie doskonałą książką poświęconą mapom jest „Atlas Wysp Odległych. Pięćdziesiąt wysp, na których nigdy nie byłam i nigdy nie będę” niemieckiej pisarki Judith Shalansky. Zdecydowała się ona oddać swoisty hołd wyspom nieistotnym – wyspom, które są za daleko żeby stać się atrakcjami turystycznymi czy tłem dla istotnych wydarzeń politycznych. Ich nazwy niewiele mówią nawet tym podróżnikom, którzy nieustannie zapuszczają się w dzikie i niezbadane rejony. Thule, Pukapuka, Tikopia lub Wyspa Atłasowa – wszystkie brzmią równie nierealnie, co fascynująco. W przedmowie do „Atlasu” Judith Shalansky pisze tak:

Prawdopodobnie dlatego tak lubiłam atlasy, że linie, kolory i nazwy zastępowały mi prawdziwe miejsca, których nie mogłam zobaczyć. I nic się nie zmieniło, gdy zmieniło się wszystko: gdy podróże po świecie zaczęły być możliwe, a mój rodzinny kraj z jego dokładnie wyznaczonymi i wyczuwalnymi granicami zniknął z mapy świata. Przyzwyczaiłam się już do podróży palcem po mapie, do odkrywania dalekich krajów w salonie rodziców, do obcych nazw wymawianych półgłosem (Judith Shalansky, „Atlas Wysp Odległych”, Dwie Siostry, Warszawa, 2002, strona 7)

Jako dziecko, Judith Shalansky poznała radość płynącą z badania map i wyobrażonych podróży, które temu towarzyszą. Opisuje ona swoje przemyślenia na temat map, atlasów, zmian politycznych, oraz globusów (które uważa za „pornograficzne”). Krok po kroku, przeprowadza czytelnika-odkrywcę po swoim świecie wniosków, badań i zainteresowań.

Mapy są abstrakcyjne i zarazem konkretne – przy całym swoim obiektywizmie wcale nie oferują odbicia rzeczywistości, lecz jedynie jej śmiałą interpretację. (Shalansky, 2002)

Zdać sobie sprawę, że rzeczywistość przedstawiona na mapach jest względna, to jak zrozumieć, że nie ma nic pewnego, że nie da się zbadać, pojąć i bezbłędnie odwzorować świata. Jednak z drugiej strony oznacza to, że wciąż można go odkrywać, wręcz należy dociekać, interpretować, zapuszczać się w swoich wyobrażeniach na najdalsze tereny.

Istnieje rzeczywiście wiele wysp tak bardzo oddalonych od kraju macierzystego, że trudno umieścić je na jego mapach. Najczęściej są one pomijane; czasem jednak sadza się je w kartograficznej oślej ławce: w ciasnej ramce, zepchniętej na sam brzeg, z własną skalą, ale bez informacji o rzeczywistym położeniu. (Shalansky, 2002)

Tym pomijanym, pozostawionym samym sobie wyspom, autorka poświęca cały atlas i przekonuje nas, że warto poświęcić im choć trochę naszej uwagi. Warto wyobrazić sobie jaki krajobraz jest na Wyspie Piotra I – abstrakcją wydaje się fakt, że „aż do lat 90. XX wieku więcej osób postawiło stopę na Księżycu niż na jej brzegach”. (Shalansky, 2002) Warto usiąść i postarać się zmierzyć palcami wielkość wyspy St Kilda (w rzeczywistości ma ona 8,5 km2), bądź dać się pochłonąć fantastycznym opisom, którymi Judith Shalansky opatrzyła wyspy.

Wraz z pojawieniem się nowych technologii, a także ekspansji człowieka poza sferę ziemską mapy zmieniają swoje oblicze. Google Earth było pierwszą w pełni elektroniczną mapą-globusem pozwalającą dotrzeć swoim użytkownikom do praktycznie każdego zakątka naszej planety. Już nie palcem, ale ruchem myszki i jej kliknięciami mamy możliwość zanurkować w wybrane miejsce i obejrzeć je pod różnymi kątami. Od Wielkiego Kanionu, przez Mur Chiński, Amazońskie lasy i pustynię Gobi do ciasno zabudowanych miasteczek i gigantycznych stolic, których ulice i uliczki możemy zbadać siedząc wygodnie w swoim domu i pijąc herbatę. Mapy zmieniają się dając nam szansę na oglądanie zdjęć, które zostały wykonane przez satelity.

Na początku tego roku świat obiegła informacja, że naukowcy z NASA za pomocą teleskopu Hubble’a wykonali największe dotychczasowe zdjęcie wszechświata. Pozwala ono na przyjrzenie się naszej galaktyce i Drodze Mlecznej, na podziwianie miliardów gwiazd. W sieci roi się też od map kosmosu, a konkretniej jego fragmentów. Są też pierwsze mapoksiążki oferujące galaktyczne zwiedzanie: „Space Atlas: Mapping the Universe and Beyond” to zbiór map obrazujących położenie planet, gwiazd i wszystkiego, co je otacza, opracowany przez Jamesa Trefil. Przedmowę napisał Buzz Aldrin – amerykański astronauta, jeden z pierwszych ludzi na Księżycu. 

Nasz ludzki głód odkrywania otoczenia jest nienasycony. Potrzeba badania jest pierwotna, nie możemy jej zaprzeczyć ani zdusić. Choć życie ludzkie ulega wydłużeniu, a czas potrzebny na pokonanie sporych odległości jest coraz krótszy, nie oszukujmy się – nie będziemy w stanie zobaczyć na własne oczy wszystkich niezwykłych miejsc. Nie zwiedzimy każdego miasta, nie poznamy kultury każdego kraju. Ciężko będzie nam się zapuścić w zakamarki wszystkich kontynentów, przesypać między palcami piasek z każdej z maleńkich wysp, posłuchać jak brzmi wiatr na każdym z górskich szczytów. Nie wykąpiemy się też w tysiącach rzek, jezior i mórz, które pokrywają naszą planetę. I mamy prawo być z tego powodu nieco smutni, może nawet przygnębieni. Jednak absolutnie nic nie stoi nam na przeszkodzie, by otworzyć jedną z wielu mapoksiążek i stać się mentalnym odkrywcą dalekich lądów, wód, a nawet galaktyk. Przy odrobinie wysiłku i wprawy może nam się udać poczuć, co to znaczy być podróżnikiem, badaczem. Będziemy czuć ciepły piasek pod nogami, słodki zapach kwiatów i drzew, słyszeć szum fal, melodyjne obce języki lub odgłosy dzikich zwierząt. Na końcu języka poczujemy słodki smak soczystego owocu, we włosach wiatr i ciepło słońca na twarzy. Setki uczuć i myśli przetoczą nam się przez umysł, a nasze palce przesuwać będziemy po cienkich liniach map, po siatkach kartograficznych i barwach stopniowo przechodzących z ciepłych w chłodne. I choć nie ruszymy się z miejsca, poczujemy, jak z każdym ruchem dłoni wyrastają nam pod nimi góry, plączą się rzeki, dzielą kontynenty, a planety nieprzerwanie krążą po swoich obiegach. Pozostaje tylko wziąć łyk herbaty, poprawić koc na fotelu i pomyśleć: mam wszechświat w garści. 

Aneta Romańska – studentka Filologii Angielskiej II roku, licencjat na Uniwersytecie Gdańskim

Tekst powstał w ramach prowadzonego przez dr Małgorzatę Cackowską tutoringu w programie Project IQ „W trosce o jakość w ilości – program interdyscyplinarnego wspierania studenta filologii obcej w oparciu o metodę tutoringu akademickiego w Uniwersytecie Gdańskim” (“Ideal Quality in Good Quantity”).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj