Serce się nam rozśpiewało z radości

0
209

Co było pierwsze – skarpetka czy dziura? Jak powstaje książka? Jak się pracuje w tandemie pisarz – ilustrator – rozmowa z laureatami nagrody w konkursie „Przecinek i Kropka”, wyłaniającym Najlepszą Książkę Dziecięcą 2015 Roku. Ten zaszczytny tytuł otrzymały „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych)” Justyny Bednarek z ilustracjami Daniela de Latoura. Książka zdobyła również Nagrodę Literacką Miasta Stołecznego Warszawy.

Katarzyna Petrykowska/Go Culture: To Wasza pierwsza współpraca – kto wpadł na jej pomysł?

Daniel: Justyna. To Justyny książka, i to ona zaprosiła mnie do współpracy, na co przystałem natychmiast. Tylko osioł (z całym szacunkiem dla prawdziwych osłów, oczywiście) by się nie zgodził, bo to jest naprawdę fantastyczna opowieść, a właściwie dziesięć fantastycznych opowieści.

Justyna: Rzeczywiście, ja. Daniel jest doświadczonym rysownikiem, więc znałam wcześniej jego zachwycające ilustracje. Pisząc „Skarpetki”, wyobrażałam sobie, jak mogłyby wyglądać narysowane przez niego historyjki – ale to, co zrobił potem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

KP: Co było pierwsze – skarpetka czy dziura? Jak powstaje książka? Etapami, Daniel ilustruje każdy rozdział, czy czeka, aż książka będzie gotowa? A może niektóre historie zaczynają się od ilustracji?

Justyna: Dziura. Z niej wyłonił się świat i w niej świat skończy. Najpierw powstała książka, potem rysunki – ale rysunki dodały 50% treści każdej historyjce.

Daniel: Ilustracje rysowałem do gotowych już tekstów, znając wszystkie skarpetkowe historie i mając w pamięci pełen profil psychologiczny wszystkich bohaterów. Znałem od początku wszystkie dziury wszystkich skarpetek.

KP: Co cenicie w sobie nawzajem?

Daniel: Znamy się od dawna, chyba jeszcze z czasów licealnych, lub wczesnostudenckich. Mamy podobne poczucie humoru, rozumiemy się i dogadujemy bardzo dobrze . To niezwykle ułatwia pracę, zmieniając ją niepostrzeżenie w świetną zabawę. Ogromnie cenię pisanie Justyny. Język, którym się posługuje, umiejętność dopasowania stylu, sposobu prowadzenia narracji do konkretnej historii (jestem w o tyle lepszej sytuacji od Państwa, że znam więcej książek, które popełniła Justyna, i mam -ha! – przyjemność do nich opracowywać ilustracje :)), a przede wszystkim to, że Justyna bardzo poważnie traktuje czytelnika – pisze znakomitą polszczyzną, własnym ludzkim głosem, nie starając się nigdzie na siłę dostosowywać do wyimaginowanych wyobrażeń o jakimś statystycznym dzieciaczku, który będąc dzieciaczkiem współczesnym mógłby sobie nie poradzić z dłuższymi zdaniami albo trudniejszym słowem. Nic z tych rzeczy. I mimo to, a może właśnie dlatego, dzieciom naprawdę – naprawdę – ta książka bardzo się podoba. Mam informacje z niejednej pierwszej ręki.

Justyna: Ja z kolei uwielbiam poczucie humoru Daniela i jego kreskę przepojoną sympatią do świata i ludzi. Świat narysowany przez niego jest dobry i szczęśliwy. Taki, jakiego powinny się uczyć dzieci. Ale to nie wszystko. Daniel jest znawcą literatury, sztuki, jednym z niewielu znanych mi ludzi, którzy czytają poezję – i to wszystko potrafi oddać rysunkom. W „Skarpetkach” zawarł aluzje do znanych dzieł sztuki – kiedy to zobaczyłam, to mi się po prostu serce rozśpiewało z radości!

KP: Na premierowym spotkaniu towarzyszyły Wam dzieci – oboje jesteście rodzicami. Czy to córki i synowie są Waszymi pierwszymi czytelnikami i oglądaczami?

Justyna: Tak, oraz mąż, który jest potwornym „szczególarzem” i wychwytuje wszystkie logiczne niedoróbki tekstu.

Daniel: Bardzo często – tak. Zaglądają przez ramię, czasem się śmieją, czasem dziwią, niekiedy pukają w czoło. Na ogół jednak z dużą wyrozumiałością.

KP: Kto i co Was inspiruje?

Daniel: Wszystko i wszyscy. Dziwni nieznajomi, znajomi również, jazda na rowerze (świetnie się wymyśla i zmyśla na rowerze), fauna, flora, śnieg, wiosna, lato, jesień, zima, malarstwo, cudze książki, niemampojęciacojeszcze.

Justyna: Życie mnie inspiruje. Jeśli chodzi o literaturę dziecięcą, cenię nad wyraz pana Leara, kocham Bolesława Leśmiana w jego bajkowym wcieleniu, Roalda Dahla oraz, oczywiście, Astrid Lindgren.

KP: Jakie tandemy autor-ilustrator cenicie? Czy chcecie być jak Sempé i Goscinny?

Justyna: Dużo tego. Moje dzieciństwo to jednak Makuszyński i Walentynowicz (zawsze intrygowała mnie głowa Ferdynanda Ossendowskiego, stercząca nad pustynią). Trudno tworzyć takie dalekosiężne plany po dwóch książkach, ale – jeśli tylko to będzie możliwe, to ja jak najbardziej. Tak jak powiedziałam: uwielbiam poczucie humoru Daniela.

Daniel: Ojej. Nie wiem.

KP: Którą z dziesięciu historii lubicie najbardziej?

Daniel: Pierwszą. I wszystkie pozostałe.

Justyna: Ja najbardziej lubię tę o skarpetce, która wygrała konkurs na najpiękniejszą różę.

KP: „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” otrzymały również nominację literacką do tytułu Książki Roku 2015 Polskiej Sekcji IBBY oraz do Nagrodę Literacką Miasta Stołecznego Warszawy. Ilustrowane przez Daniela „Zaskórniaki” również otrzymały nominację do nagrody Polskiej Sekcji IBBY w tym samym roku oraz wyróżnienie Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Czy wszystkie wyróżnienia cieszą tak samo, czy też najważniejsze są te, które przyznają sami czytelnicy?

Justyna: Oczywiście, że nie ma większej radości niż ta, gdy człowiek widzi, jak jego historyjki żyją w dzieciach. I gdy dostaje wiadomość (bo taka nagroda „wyklikana” przez czytelników to jest wiadomość), że się podobają. Po to są. Z drugiej strony, nagroda przyznana przez wybitnych znawców literatury pozwala uwierzyć, że człowiek może to robić, że się nadaje.

Daniel: Jasne, że najbardziej cieszą te przyznawane przez dzieci, ale tak naprawdę, to przecież każda sprawia radość. A wybór fachowców jest bardzo nobilitujący.

KP: Już w maju, na Warszawskich Targach Książki, ukaże się kolejny owoc Waszej współpracy – „Pięć sprytnych kun”, czyli pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji detektywistyczno-gastronomiczna historia o buszującym na warszawskich Bielanach gangu sprytnych i sympatycznych gryzoni. Jak się Wam nad nią pracowało?

Daniel: Świetnie. Równie dobrze jak przy „Skarpetkach”, a może i coraz lepiej. Tendencja jest zdecydowanie rosnąca.

Justyna: Ja się zawsze dobrze bawię pisząc. Jednak samo pisanie to jeszcze nic w porównaniu z tym, jak dobrze się bawiłam oglądając potem to, co pan de Latour nabazgrolił.

KP: Czy macie zwierzęta domowe? Jakie jest Wasze ulubione zwierzę?

Justyna: Mam psa o wdzięcznym imieniu Merda, rybki o zmiennej liczbie oraz – chyba mogę tak powiedzieć, że mam – gawrona Edwarda, który podrzuca mi na taras kostki od kurczaka. Został opisany w książce o kunach.

Daniel: Przez wiele lat mieszkałem z różnymi szczurami, potem z fantastycznym psem Wtorkiem (wbrew temu, co może sugerować imię, Wtorek był wesołą, dziarską, czarną jak noc psią dziewczynką), a mój najmłodszy syn pewnego lata zaprzyjaźnił się z pająkiem krzyżakiem, który wybrał sobie na miejsce do życia fragment sufitu dokładnie nad jego łóżkiem. Jeżeli jednak mówimy o książkach i ilustracjach, szczególne podziękowania należą się trzem znakomitym kotom. Temu niespotykanemu (czy raczej spotykanemu nie tak znowu łatwo i nie zawsze tam, gdzie by się go spodziewano), temu, który siedział mi na kolanach podczas rysowania ostatnich ilustracji do „Pięciu sprytnych kun”, no i z pewnością również temu, który spał na pozostałych ilustracjach obok.

KP: Na jaką potrawę z książki mielibyście największą ochotę?

Daniel: Chyba na wszystkie. Nie można jeść w kółko tego samego.

Justyna: Z tego zestawu najbardziej lubię placuszki z kwiatów mniszka. Właśnie dziś smażyłam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj