Jak Wam się podoba (3)

0
172

„Jak Wam się podoba” to nie tylko tytuł sztuki ojca literatury, ale też nazwa niewielkiej księgarni, w której unosi się duch literatury angielskiej i w której Księgarki mają w sercach specjalne miejsce dla książek dla dzieci.

Okrzyki zachwytu rozbrzmiewają wraz z każdą dostawą, w której znajdują się książki dla najmłodszych czytelników (wszak nie tylko oni się nimi interesują). Zanim polscy czytelnicy będą mogli cieszyć się przekładami i rodzimymi wydaniami, Księgarki zachęcają do śledzenia światowego rynku wydawniczego książek dla dzieci na półkach księgarni oraz dzielenia się zachwytem i entuzjazmem.

Pytanie: „jak Wam się podoba” nie powinno zostawać bez odpowiedzi.

W trzeciej części gościnnego cyklu Księgarek, czyli Uli Jankowskiej i Misi Turowicz, przeczytacie o książkach „Plip, the Umbrella Man” i „A Dog Day”.

„Plip, the Umbrella Man”, David Sire, Thomas Baas, Little Gestalten 2014

Trudno sobie wyobrazić lepsze tło dźwiękowe dla tej historii niż deszcz jednostajnie szemrzący za oknem, tak jak teraz…

Plip urodził się zwyczajnym człowiekiem, podobnym do innych. Tak było do czasu, gdy nadszedł deszcz. Ciężkie krople uparcie kapały w dzień i w nocy, zawsze i wszędzie. Nasz bohater (przemoczony do suchej nitki) postanowił przeżyć resztę swojego życia jako człowiek – parasol. Z początku wszystko było jak należy – nowe, wodoodporne życie przyniosło ulgę i Plip z wielkim parasolem nad głową wreszcie mógł uwolnić się od deszczu. Chroniony przed ulewą czuł się jednak coraz bardziej samotny, żył w ciszy. Niespodziewanie na jego drodze stanęła… kobieta parasol.

Sądzicie, że to happy end? Niestety, ludzie – parasole, chociaż są do siebie podobni, nie mają łatwego życia. Trudno jest nawet przytulić się do siebie. Gdy Plip się zorientował, jak skomplikowane jest życie we dwoje, stał się jeszcze smutniejszy, zamknął się w swoim parasolu i porzucił wybrankę. Uciekł. Wówczas rozpętała się burza, prawdziwy tajfun! Parasol wywinął się na lewą stronę i do środka zaczął padać deszcz, który wypełnił go wodą niczym wannę. Głowa Plipa nigdy nie była tak ciężka, ale właśnie wtedy okazało się, że wciąż potrafi płakać. Wraz ze łzami uwolnił wszystkie stłumione uczucia. Zrobił z parasola latawiec i posłał go w ciężkie chmury, które dotychczas go prześladowały – kazał im odejść. Tak oto Plip pożegnał się ze swoją osłoną, która miała być gwarancją bezpieczeństwa, a odcięła go od świata i samego siebie.

Metaforyczne użycie deszczu, aby pokazać emocje to świetny pomysł Davida Sire. Rozpacz, zwątpienie, gniew, miłość i niepewność, zaufanie, niemożność porozumienia – takie aspekty życia mieszczą się w tej prostej opowieści o człowieku, który postanowił ukryć się przed deszczem (światem) pod wielkim, czarnym parasolem. Thomas Baas zilustrował książkę za pomocą syntetycznych, umownych obrazów z użyciem trzech kolorów. Chłodny błękit i czerwień swoim kontrastem odpowiadają stanom psychiki bohatera. Jest to rzecz inspirująca i doskonała, by wprowadzić dziecko do rozmowy o uczuciach i radzeniu sobie z własnymi emocjami.


„A dog day”, Emily Rand, Tate publishing, 2015

Do jesiennych smuteczków i melancholii najlepiej pasuje historia pewnego teriera. Ale równie dobrze mógłby to być basset, kundelek, pudel czy gryfonik belgijski. Jest to psia historia i typowy psi dzień – mają iść na spacer do parku, ale droga z domu (A) do parku (B) nie jest prosta. Po drodze czeka bardzo dużo miejsc, które opóźniają dotarcie do upragnionego celu. Sklep, kawiarnia, napotkani ludzie – to wszystko sprawia, że perspektywa dojścia do parku jest niezmiennie odległa. Nasz bohater znosi to z łagodną cierpliwością i chociaż najchętniej byłby już na miejscu, w parku, siedzi i czeka na chodniku, przed sklepem. Oczywiście finalnie mamy happy end, ale iloma postojami i momentami zwątpienia był on obarczony!

No więc równie dobrze może to być historia małego człowieka, albo takiego trochę większego. Bo „Dog Day” to historia o empatii i uważności na potrzeby drugiej osoby. Nie jestem przeciwniczką zdrowego egoizmu, ale nie można na nim się zatrzymywać i może ten psi dzień wyglądałby nieco inaczej, gdyby właśnie pan opiekun nie był taki nieuważny, bo jakoś trudno go posądzać o złą wolę. Szczególnie trzeba być czujnym wobec tych, którzy sami głosu nie mają. Małe dzieci i zwierzęta zdecydowanie kwalifikują się do tej kategorii. Dlaczego oczywiste jest, że pies jest cierpliwy, że pan opiekun jest dobrym człowiekiem, to wiadomo z ilustracji, bo tekstu tu właściwie nie ma. I to jest właśnie ten łagodny smuteczek – czarno-szaro-białe ilustracje (od razu zaznaczam, że wbrew popularnemu przekonaniu psy widzą kolory) są zestawieniem faktur i odcieni, uproszczeniem i zagęszczeniem deseni, budowaniem nastroju, cierpliwością i łagodną melancholią, są wreszcie mistrzowskim wykonaniem kompozycji składających się z kropek i kresek.

Emily Rand była nominowana za te właśnie ilustracje do Bologna Ragazzi Award i trafiła do finału. Jest to jak dotąd najbardziej klasyczna książka w jej karierze, tak klasyczna, że aż niemal czarno-biała.

Ula Jankowska – absolwentka filologii polskiej na UW. Od wielu lat księgarka, czasem księgarka-freelancerka. Ciepłymi uczuciami darzy czeską Pragę. Opiekunka Luby, suczki przypominającej liska.

Misia Turowicz – ur. w 1990 roku na pograniczu polsko-litewskim. Z wykształcenia historyczka sztuki, z zawodu księgarka, z zamiłowania bibliofilka.

https://pl-pl.facebook.com/jakwamsiepodoba.sklepzksiazkami/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj