O chłopcu, który pływał z piraniami

0
201

„O chłopcu, który pływał z piraniami”
David Almond
ilustr. Oliver Jeffers
Wydawnictwo Zielona Sowa, 2016

Davida Almonda znamy z dwóch bardzo dobrych historii: genialnego mrocznego „Skrzydlaka” i mocnego „Dzikusa” łączącego narrację słowem z opowieścią obrazem. „O chłopcu, który pływał z piraniami” to historia ekstrawagancka, która odbiciami w stronę groteski przypominała mi bardzo to, co pisał Roald Dahl.

Zaczyna się szaro, a dalej jest jeszcze mroczniej. Żeby uzasadnić pobudki bohaterów, Almond rysuje posępne tło: miasto, w którym nie ma pracy i żyją ludzie bez perspektyw. Wujek Ernie, zwolniony ze stoczni, zaczyna biznes z puszkowanymi rybami. Zamienia dom w przetwórnię, angażując swoją żonę i siostrzeńca-sierotkę. A siostrzeniec, Stanley Potts, wyjątkowo lubi ryby – ale te żywe. Ma z nimi szczególną więź. Sfiksowany na punkcie konserw wujek robi coś niewybaczalnego… i Stanley ucieka z domu. Zabiera się z trupą wędrujących artystów, Dostoyevskim prowadzącym stoisko z kaczkami do wyławiania i jego nieszczęśliwą córką Nitaschą.

W cyrku jest to, czego nie było w miasteczku, czyli niezależność, serdeczność, tajemniczość i wiele, wiele silnych wrażeń. Jest również coś więcej: wiara w możliwość kształtowania swego losu. Stan ma przeczucie, że jego przeznaczenie wiąże się z rybami, ale uzmysłowi mu to cyrkowy artysta, Pancho Pirelli. Stan nie wie jednak, że przyszłość rodziny zostawionej w mieście nie wygląda różowo, bo zarówno oni, jak i on namierzeni zostali przez FIŚ, czyli Formację d/s Interesów Śliskich.

Jak to u Dahla, mrok pogłębia się, autor nie ma oporów, żeby naprawdę surowo doświadczać bohaterów. Ale gdzieś po drodze mrok nabiera cech groteskowych i w rezultacie czytelnik smuci się, boi i śmieje niemal w tym samym czasie. Almond sprytnie wykorzystuje kontrast między beznadzieją miasta i magią cyrku, w którym wszystko staje się możliwe. Nie wiem, dlaczego cyrkowcy noszą rosyjskobrzmiące nazwiska, czyżby cyrk i balet były w jakiejś wspólnej wyobraźni czymś, co Rosjanom dobrze wychodzi? Oczywiście jest to po prostu miejsce przesady, udawania, i najważniejsze – autokreacji.

Pomysł na historię „od zera do bohatera” był świetny, ale wykonanie mnie rozczarowało. Nieustanne zwroty do czytelnika, które mają – a jakże! – zaangażować go w historię, a zarazem „podkręcić” teatralność, drażniły, bo sama opowieść wydaje się trochę pobieżna i nie do końca spójna w łączeniu smutku i zaskoczenia, w rysowaniu motywacji bohaterów. Na ile jest to kwestia przekładu? Widać na przykład, że język bohaterów nie jest przezroczysty, stylizowany jest na proletariacką niepoprawność, ale wypada to trochę niezręcznie. Ważną iskierką groteski w powieści miały być słowne przekręty szefa FIŚia, bełkotliwie wyrafinowane. Czy w oryginale były bardziej zręczne i spójne?

Opowieści towarzyszą rysuneczki Olivera Jeffersa, pozostają w dobrej proporcji do tekstu, są szkicowe i zabawne, ale momentami nijakie – nie wnoszą nic do odbioru całości.

Alicja Szyguła

***

David Almond porwał mnie kiedyś swoim „Dzikusem”. Pokazał w tej książce dojrzewającego chłopca, który musi uporać się z emocjami, słabościami, przeciwieństwami losu. Przemiana się udała, wojna została wygrana.

Dziś właściwie to samo mogę napisać o kolejnej powieści Almonda, jak i jej bohaterze. Stanley Potts nie ma najszczęśliwszego dzieciństwa. By krótko opisać jego sytuację, zacytuję autora: „to cherlawy dzieciak, który dorastał wśród najróżniejszych trosk i śliskich, fiśniętych interesów”. Ale jest na tyle dzielny, odważny, zdeterminowany, a przy tym ma dobre czułe serce, że przy udziale życzliwych mu osób potrafi odmienić swoje życie.

Świetnie, że Almond odrealnił tę historię przez to, że miejscem głównych wydarzeń uczynił cyrk. Cyrk to nic innego jak teatr, w którym magicy na wzór aktorów tworzą show i potrafią przy tym zaczarować i oczarować widownię. Słowem: mają moc. Taką niezwykłą moc okazuje się mieć również Stan.

Myślę, że też będziecie kibicować chłopcu, który nie bał się pływać z piraniami…

Ewa Skibińska, 8.12.2016

Informacja wydawcy:

Nie każdy może pływać z piraniami. Żeby tego dokonać, aby zanurzyć się w akwarium pełnym krwiożerczych ryb i wyjść z tego cało, trzeba być kimś niezwykłym! Czy mały Stanley Potts okaże się tak wyjątkowym chłopcem?

Stan, wychowywany przez wujostwo chłopiec, który stracił rodziców, postanawia wyruszyć w świat wraz z wesołym miasteczkiem. Opiekuje się złotymi rybkami, z którymi potrafi się porozumiewać. Pracując w wesołym miasteczku, Stan poznaje wiele przedziwnych postaci, uczy się samodzielności i odnajduje przyjaźń. Jednak najważniejszym wydarzeniem okazuje się spotkanie z wielkim mistrzem pływania z piraniami – Panchem Pirellim.

Czy Stan postanowi wrócić do domu, do kochających go wuja i ciotki? A może wybierze się z wielkim mistrzem Panchem Pirellim nad Amazonkę, by uczyć się pływania z piraniami?