Mały Teatr Ilustracji na warsztatach z uchodźcami

0
327

Anna Gabriela Trzpil, Henryk Zagórski, Mały Teatr Ilustracji, [w:] „Ryms” nr 29, s. 6-7, wiosna 2017.

Mały Teatr Ilustracji powstał w maju 2016 roku, jednak już dużo wcześniej zaczęliśmy interesować się techniką kamishibai. Pierwsze spektakle zorganizowaliśmy w 2014 roku w Toruniu. Aktualnie działamy głównie na terenie Warszawy, odwiedzając szkoły, przedszkola, biblioteki, domy kultury i inne placówki.

Kamishibai (jap. 紙芝居; kami – papier, shibai – sztuka teatralna) to wywodząca się z Japonii technika teatralna. Jej historia sięga XII wieku, a pomysłodawcami snucia opowieści z wykorzystaniem ilustracji są buddyjscy mnisi. Teraz, gdy nowoczesne technologie nie robią już na nas wielkiego wrażenia, kamishibai przeżywa swoją drugą młodość, ciesząc się zainteresowaniem zarówno dzieci, jak i rodziców. Uważamy tę formę teatru ilustracji za niezwykle uroczą. Fascynujące jest to, jak papierowe karty ożywają podczas każdego spektaklu.

MTI to duet, który tworzy Henryk – artysta malarz i Ania – projektantka graficzna i ilustratorka. Z wykształcenia oboje jesteśmy więc artystami wizualnymi. Świetnie bawimy się, opracowując razem kolejne ilustracje poszerzające nasz repertuar. Zajęcia z dziećmi dają nam dużą dawkę pozytywnej energii niezbędną do dalszych działań. Wokół przedstawienia staramy się budować niezwykły, magiczny klimat. Oprócz rysunków na wielkoformatowych kartach (wymiary naszego kamishibai to 50×70 cm) wyjątkową atmosferę tworzy podkład muzyczny grany przez Henryka na nietypowym instrumencie, przypominającym balafon lub marimbę.

W listopadzie 2016 roku dzięki zbiórce na portalu crowdfundingowym wydaliśmy książkę w nietypowej formie, inspirowanej teatrem kamishibai. Informacja o akcji poszła w świat, a zbiórka przebiegła niezwykle pomyślnie. Dzięki wsparciu wielu osób „Mały Teatrzyk: Jaś i Małgosia” został wydany w nakładzie 1000 egzemplarzy. Jest to publikacja składająca się z zestawu ilustrowanych kart w formacie A5, zamkniętych w tekturowym pudełku. Luźne karty z obrazkami mają na odwrocie nadrukowany tekst opowieści, który należy czytać, wyjmując po kolei po jednym kartoniku. Więcej informacji o książce znaleźć można na naszej stronie – www.malyteatrilustracji.pl. Zapraszamy!

Przez ponad pół roku intensywnego działania warsztatowego mieliśmy okazję odwiedzić wiele różnych miejsc, z których wynieśliśmy mnóstwo rozmaitych doświadczeń.

Jedną z ciekawszych wizyt odbyliśmy stosunkowo niedawno, bo 5 lutego. Przybyliśmy do ośrodka dla cudzoziemców ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy w Grupie koło Grudziądza. Mieszkają tam rodziny z Czeczenii, Rosji, Ukrainy i Gruzji. Ponad połowę mieszkańców ośrodka stanowią dzieci w różnym wieku; część z nich chodzi już do lokalnej szkoły podstawowej. Zostaliśmy zaproszeni do Grupy przez Fundację Emic, która od stycznia 2016 r. prowadzi w budynku świetlicę, organizując dzieciom czas po szkole. W ośrodku działa też biuro asystenta międzykulturowego, który pomaga rozwiązywać bieżące problemy całych rodzin.

Wcześniej nie mieliśmy okazji pracować z migrantami. Nie wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać, czy spektakle z narracją prowadzoną w języku polskim nie okażą się dla maluchów zbyt trudne, czy uda nam się zdobyć ich zaufanie i czy będą chciały z nami współpracować w trakcie zajęć. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że są to dzieci o innej mentalności, odmiennej religii, kulturze, często po ciężkich, traumatycznych wręcz przeżyciach… Ale wciąż są to dzieci, a dzieci przecież lubią bajki.

Ośrodek mieści się w bloku, na ogrodzonym terenie. Wbrew temu, że budynek sprawia smutne wrażenie, z bliska widać, iż tętni w nim życie. Ledwie przekroczyliśmy furtkę, niosąc nasze wcale nie lekkie tobołki, podbiegło do nas dwóch uśmiechniętych cudzoziemców. Zabrali od nas sprzęt i pomogli zanieść go do świetlicy. Rozłożyliśmy wszystko, czekając na przybycie pierwszej grupy widzów. Gdy pani Ewa wprowadziła do sali gromadkę ciemnowłosych brzdąców w wieku 3–5 lat, trochę się przestraszyliśmy, że są one zbyt małe, by wysłuchać historii i obejrzeć cały spektakl. Okazało się jednak, że nie było z tym problemu. Zagraliśmy „Jasia i Małgosię”. Widownia była cicha i zasłuchana, aż ciężko było w to uwierzyć! Po przedstawieniu maluszki dostały zadanie plastyczne. Obakar, Farida, Ansar, Madina… – każda kartka została na początku pracy podpisana z pomocą pani Ewy. Dzieci miały stworzyć rysunkowy domek z ulubionych łakoci. Konfietki, szokolad, chałwa i inne słodkości zaczęły zapełniać kartki; maluchy podeszły do zadania z dużym zaangażowaniem. Na koniec zajęć kolejka do marimby, wspólne zdjęcie i koniec. Roześmiana gromadka opuściła świetlicę, a my spokojnie czekaliśmy na kolejną grupę.

W przerwie spokój został na chwilę zmącony – dowiedzieliśmy się, że jedna z rodzin zamieszkujących ośrodek została właśnie zatrzymana przez straż graniczną i czeka na rozprawę, która rozstrzygnie czy ludzie ci zostaną w Polsce, czy też czeka ich deportacja… Usłyszeliśmy, że sytuacje tego typu zdarzają się nawet kilka razy w miesiącu. Często dotyczą osób, które dobrze funkcjonują w społeczeństwie – dzieci chodzą do szkoły, rodzice pracują, a motywy zatrzymań są absurdalne…

W międzyczasie do świetlicy weszła kolejna grupa dzieci, uśmiechnęliśmy się więc, skupiając się z powrotem na uczestnikach warsztatów.

To były starsze dzieci, chodzące do klas 1–3. Nie mówiły po polsku płynnie, jednak na tyle dobrze, że się rozumieliśmy. Zauważyłam, że dwóch chłopców w trakcie spektaklu rozmawia ze sobą, jednak ich nie uciszałam, nie chcąc ich speszyć. Dowiedziałam się później od pani Ewy, że dobrze zrobiłam – „Oni tak sobie pomagają – wyjaśniła mi – ten, który lepiej rozumie język polski, tłumaczy innemu trudniejsze słowa”.

Trzecią grupę stanowiło sześciu chłopaków i trzy dziewczyny w wieku 12–13 lat. Na „Jasia i Małgosię” byli już za duzi, opowiedzieliśmy im więc baśń Gustawa Morcinka pt. „O tym, jak jeden utopiec chciał się ożenić”. Po spektaklu warsztaty – rysowaliśmy idealną żonę dla utopca. Wszyscy się starali, chłopcy nie marudzili – jak to się nieraz zdarzało – że mają rysować „babę”. Na koniec każdy zagrał przez chwilę na marimbie, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia – i już.

Podczas tych trzech godzin zbliżyliśmy się nieco do sytuacji dzieci zamieszkujących ośrodek. Zdumiewające jest to, że mimo niepewności i niestabilnej sytuacji nie były przestraszone ani smutne. Widzieliśmy spokój i ufność w ich oczach. Chętnie też angażowały się w warsztaty, z zaciekawieniem śledziły przebieg spektaklu, choć na pewno nie do końca wszystko rozumiały.

Myślałam w drodze powrotnej o tym, co czeka te dzieci w przyszłości. Czy poradzą sobie w szkole, czy spotkają na swojej drodze mądre i otwarte osoby, czy poczują się u nas „jak w domu”…

Wiem na pewno, że warto było do Grupy przyjechać, a metoda kamishibai sprawdziła się w tej sytuacji doskonale. Grupa to na naszej mapie jedno z miejsc, do których z chęcią w przyszłości wrócimy.

Anna Gabriela Trzpil, Henryk Zagórski

Fot. Magdalena Typiak

Przepraszamy Mały Teatr Ilustracji za błędne zamieszczenie zdjęć w 29. numerze kwartalnika „Ryms” i pomyłkę związaną z ich autorstwem. Zdjęcia w czasopiśmie zostały wykonane przez Karolinę Galery i Radosława Trzpila. Jeszcze raz przepraszamy autorów za nasz błąd.

W tekście opublikowanym na portalu zamieściliśmy właściwe fotografie, których autorką jest Magdalena Typiak. 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj