Wiele światów Albiego Brighta

0
546

„Wiele światów Albiego Brighta”
Christopher Edge
Wydawnictwo Zielona Sowa, 2017

Wiele światów Albiego Brighta, czyli powrót do teraźniejszości.

Wehikuł czasu zajmuje poczesne miejsce w magazynach ludzkiej wyobraźni. Niespodziankom, jakie niezmiennie towarzyszą jego obsłudze, zawdzięczamy wiele książkowych i filmowych fabuł. Nieodmiennie pojawia się w nich problem zakłócenia porządku wydarzeń, ingerencji we własne, niedoszłe lub cudze życie, małych zmian pociągających za sobą ogromne konsekwencje. Podróże w czasie towarzyszą w równej mierze fantastycznym wizjom jak i naukowym spekulacjom. Nie jest to dziwne, wszak obie pobudza identyczny impuls, zawierający się w pytaniu „co by było, gdyby?…” Na przykład gdyby w tym samym czasie jedno wydarzenie rozegrało się na kilka sposobów? Jaki wehikuł mógłby pomóc w zbadaniu tych możliwości? Nie chodzi już o czas jednej przestrzeni, ale kilku…

W podobnej atmosferze, stworzonej przez rodziców-naukowców, dorasta tytułowy bohater książki Christophera Edge’a „Wiele światów Albiego Brighta”. Głównie za sprawą matki, która umiała połączyć pasję z wychowaniem syna i dzięki temu wyposażyła go we wspaniały bagaż dziecięcych wspomnień, wspólnych zabaw, zwariowanych pomysłów, niestrudzonych odpowiedzi na kolejne, zrodzone dziecięcą ciekawością pytania. Umiała, ale Albie nie może już na nią liczyć, gdyż zmarła. Chłopiec zostaje z ojcem, niewątpliwym geniuszem w dziedzinie fizyki, ale rodzicielsko zupełnie niezaradnym człowiekiem. W odpowiedzi na pytanie syna o niebo, wykłada mu Teorię Wielu Światów. Zakłada ona …istnienie nieskończonej liczby tych równoległych wszechświatów, w których żyje identyczna kopia nas samych, wiodąca identyczne życie, ale z jedną małą różnicą, która zaistniała, ponieważ dokonano innego wyboru. Albie postanawia więc poszukać świata, w którym mama wciąż żyje.

Książka zaczyna się naprawdę bezpardonowo i w pierwszoosobowej narracji daje przekonujący portret dziecka, które jest oswojone z racjonalną wizją świata, a przy tym zachowuje typowe potrzeby bliskości, ciepła, bezpieczeństwa. To pęknięcie znamienne dla dzisiejszych czasów, gdy dzieci zapędza się właśnie w zaułki wiedzy, często ślepe z perspektywy emocjonalnej świadomości. Mimo, iż fabuła czerpie z zagadnień fizyki kwantowej, szybko przybiera charakter paranaukowy – nie mamy tu do czynienia z science-fiction dla dzieci. Jest to raczej zabieg, który podejmuje uniwersalny temat dziecięcego doznania tęsknoty, kształtowania relacji z rodzicem, jej faktycznego i pożądanego kształtu. Nie bez powodu jako kontrargument wobec postawy własnego rodzica bohater przytacza sylwetkę również samotnego ojca z powieści Roalda Dahla Danny, mistrz świata.

Albie, dla którego obserwacja kosmosu i działanie Wielkiego Zderzacza Hadronów nie są niczym tajemniczym, w skonstruowanym przez siebie wehikule, wzorowanym na eksperymencie Erwina Schrödingera, błądzi pośród alternatywnych światów, spotykając się z sobą samym, ale jakże innym. Przy okazji tych konfrontacji autor rozwija dobrze znane klisze: chłopiec spotyka alternatywne odpowiedniki swych szkolnych znajomych i staje kolejno oko w oko ze swą złą, dziewczęcą i ubogą wersją. Jednak różnice wybiegają poza przeciwieństwo płci, charakteru i zamożności. Towarzyszą im istotniejsze zmiany, które odkrywają przed naszym włóczęgą między światami względność towarzyszących utracie, wspólnych nam pojęć bólu, smutku, żalu, gniewu i różnorodność sposobów, jakimi próbujemy sobie z nimi radzić – nie zawsze skutecznie. Ujawniają zarazem, jak bardzo ten sprzeciw wobec utraty potrafi przysłonić wszystko to, co jeszcze pozostało w zasięgu.

Perypetie chłopca nie są specjalnie oryginalne i momentami przegadane, ale autor nie daje zapomnieć o kluczowej intencji i to szczęśliwie spaja poszczególne, mniej czy bardziej udane „podróżnicze” epizody (moim ulubionym pozostaje ten będący ukłonem w stronę wzmiankowanej powieści Dahla). Jak można się domyślić choćby z ich wymienionej przeze mnie ilości, poszukiwanie matki nie przebiega tak łatwo. A czy uda się ją w ogóle znaleźć w jednym ze światów, zanim niezbędny do działania machiny banan (tak, banan!) ulegnie zepsuciu? Warto sprawdzić. I przy okazji wspólnej lektury wywnioskować wraz z dzieckiem, czy, kolokwialnie rzecz ujmując, ten najbliższy nam świat jest pod jakimś względem „gorszy” niż byśmy chcieli.     

Łukasz Łęcki

Informacja wydawcy:

Podobno istnieje wiele równoległych światów. Mogą one różnić się między sobą tylko drobnymi szczegółami. Być może w równoległym świecie nasze życie wygląda zupełnie inaczej. Albie, chłopiec, który swoje imię otrzymał po sławnym naukowcu Albercie Einsteinie, postanawia wyruszyć w ryzykowną podróż do innego świata. Ma po temu bardzo ważny powód: jego mama umarła. Być może w innym, równoległym świecie wciąż żyje. Albie musi to sprawdzić. Czy odnajdzie swoją mamę?

„Wiele światów Albiego Brighta” to wyjątkowa historia o tym, co jesteśmy w stanie zrobić, gdy tęsknimy. Tylko dziecko, o nieograniczonej wyobraźni i wielkiej sile woli, może odkryć światy równoległe, znane nam tylko z teorii. Ta ciepła, mądra, pełna humoru i niesamowitych pomysłów książka pokazuje zarówno dzieciom, jak i dorosłym, jak wielka jest siła miłości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj