Jak mama została Indianką

0
303

„Jak mama została Indianką ”
Ulf Stark
ilustr. Mati Lepp
przeł. Katarzyna Skalska
Zakamarki, 2008
wiek: 3+

Oddajmy czasem głos Naturze

Mogłabym napisać: „Jest to piękna i mądra książka dla dzieci”, ale tego nie zrobię, ponieważ uważam, że jest to książka zarówno dla dzieci, jak i ich rodziców. Dlaczego? Dlatego, iż pokazuje starą prawdę: w każdej kobiecie tkwi „dzika kobieta”, która czasem musi o sobie dać znać. I sądzę, że autor Ulf Stark, świetnie zdaje sobie z tego sprawę. A to z kolei świadczy o tym, że autor jest mądrym i świadomym mężczyzną, który (tak to sobie wyobrażam) ma dobry kontakt z kobietami, a pewnie i ze sobą samym.

Dzieci często się nudzą, a pytania w stylu: „Nie masz za grosz wyobraźni?”, czy pomysły: „To nic. Zawsze możesz zostać inżynierem wodno-lądowym” (stawiane przez ojca bohatera) w niczym nie pomagają, wręcz przeciwnie, tylko zniechęcają i pogłębiają uczucie pustki. Dziecko, które komunikuje: „Nudzi mi się” nie ma z reguły na myśli tylko swojego stanu obecnego, ale wysyła także komunikat: „Błagam, zwróćcie na mnie uwagę, zajmijcie się mną!”, z czego często rodzice nie zdają sobie sprawy i bagatelizują problem. Co może zrodzić się w dziecięcej psychice po wielu tego typu nieskutecznych próbach? Uczucie braku akceptacji i miłości to tylko wierzchołek góry lodowej…

Dlatego książkę Ulfa Starka „Jak mama została Indianką” pragnę gorąco polecić małym i dużym. W prosty sposób ukazuje (również dzięki sympatycznym ilustracjom), jak dla dziecka (w tym przypadku sześcioletniego) ważne są momenty, w których rodzice wychodzą ze swoich codziennych ról, angażując się za to całkowicie w świat dziecięcej wyobraźni. Mama porzuca kuchenne obowiązki, „zamienia się” w Indiankę i wraz ze swym synem przeżywa piękne chwile: wyprawę do zatoki, wspólne pływanie, łowienie ryb i ich pieczenie nad ogniskiem. Takie momenty pozostają w dziecięcej pamięci na wiele, wiele dni i zawsze mogą rodzić nadzieję, że jeszcze kiedyś się przydarzą. Bo każdy w nas ma w sobie dziką naturę, tak skutecznie przytłaczaną przez narzucone nam role społeczne. „Kultura źródłem cierpień” – jak pisał Freud. A gdyby tak częściej pozwalać naturze wychodzić z ukrycia? Czyż dzieci nie miałyby więcej radości i „pożytku” z nas, jako rodziców? A my sami, czy nie stawalibyśmy się młodsi?

Agata Hołubowska

****

Informacja wydawcy:

Czy mamy potrafią bawić się w Indian? Przekonuje się o tym Ulf, kiedy pewnego dnia udaje mu się odciągnąć mamę od smażenia kotletów – czyli uwolnić z niewoli u bladych twarzy. Spędzają ze sobą niezwykły dzień. Mama zmienia się nie do poznania – przypomina sobie czasy, kiedy sama, jako mała dziewczynka, bawiła się w Indian. Ten jeden raz kotlety mogą poczekać!

Pięknie ilustrowana, ciepła i mądra książka, a przy tym genialnie doprawiona specyficznym dla Ulfa Starka humorem! Historia o małym Ulfie i jego mamie pomoże rodzicom zrozumieć, jak ważne są chwile spędzone z dzieckiem, i że nawet w nawale obowiązków warto sobie czasem pozwolić na odrobinę szaleństwa! Dzieciom natomiast pozwoli spojrzeć na rodziców w zupełnie nowym świetle – bo choć trudno w to uwierzyć, rodzice też kiedyś byli mali!

Tego popołudnia mama skakała do wody z Wysokiej Skały w kremowych majtkach i z rozpuszczonymi włosami. Nigdy wcześniej nie widziałem jej takiej.
– Nie jesteś taka jak zawsze – powiedziałem.
– Nie – odparła. – Teraz jestem znowu Piękną Rybą.
– Jaką piękną rybą? – zdziwiłem się.
– To było moje indiańskie imię, kiedy byłam mała.