Czerwony Kapturek

0
299

Choć Bettelheim przytacza wielu badaczy twórczości Grimmów i Perraulta, co mogłoby wskazywać na jego znajomość folkloru jako dziedziny naukowej, odczytuje on jednak „Czerwonego Kapturka” i inne bajki tak, jakby nie miały one historii. Są one dla niego jak leżący płasko na kozetce pacjenci, tkwiący w ponadczasowej rzeczywistości.1

Od setek, a może nawet tysięcy lat, bohaterowie baśni niosą na swych barkach ogromny ciężar, wielką odpowiedzialność. Opowiadają o świecie, objaśniają rządzące nim mechanizmy, wyjaśniają jego początki. Kształtują nasz sposób myślenia, pozwalają zakładać swoje kostiumy, wcielać się w ich role, a może nawet żyć ich życiem. Życiem, którego nigdy nie było, a jednak znamy je tak dokładnie.

Przez chwilę chcemy być nimi; nosić marszczone, szeleszczące suknie, dosiąść rączego rumaka, może nawet zabić smoka…

I jesteśmy: matczyna koszula nocna staje się balowym strojem; krzesło koniem a cień rzucany przez złowrogą szafę – smokiem. Uczymy się tańczyć, galopować, oswajać lęki. Dowiadujemy się, że życie niesie wiele wyzwań, prób, zagadek. Przekonujemy się, że aby dorosnąć, trzeba znaleźć sposób na wdrapanie się na górę ze szkła, oszukanie diabła, pokonanie własnych słabości.

Łatwo rozpoznać w nich siebie, tym bardziej, że nie mają wieku, często nawet imion. Uznawani są za gorszych, mniejszych, głupszych. I tryumfują w finale – czyż nie o tym marzymy?

Kopciuszek pozwala nam bezkarnie znienawidzić nieznośne, dokuczliwe rodzeństwo i rozliczyć się emocjonalnie z niesprawiedliwą matką, która zawsze stawała po jego stronie. Kot w butach rozgrzesza nasze drobne oszustwa i wynagradza doznane krzywdy (a może i troskę o los zwierzęcia?) ręką księżniczki i warownym zamkiem. Czerwony Kapturek ostrzega przed niebezpieczeństwami czyhającymi w lesie, dzieląc się doświadczeniem własnej traumy.

Cóż w tym dziwnego, że trafili po latach na kozetkę psychoanalityka? Okazało się, że bohaterowie z zadrukowanych kart wcale nie są płascy. Nie chcę odgrywać wiecznie tej samej, narzuconej im roli. Dojrzewają wraz z nami, zmienia się ich język, postrzeganie świata, świadomość. Czasem znika las, karczowany harvesterem i nowi czytelnicy już nie wiedzę co to „leśne ostępy” i „knieje”. Muszą się zmieniać, by nadążyć za pędzącym czasem i pokładanymi w nich nadziejami.

Choć ingerencja w baśń wydaje się być swego rodzaju profanacją –  wąsami domalowanymi Monie Lisie, jest to zabieg konieczny. Konieczny z punktu widzenia baśni, której archaiczny język i  przewidywalna struktura wydają się przegrywać z „efektami specjalnymi” innych form przekazu; ale też konieczny z punktu widzenia czytelnika, słuchacza i bajarza – bo to oni stracą najwięcej rezygnując z obcowania z tekstem kultury.

Bettelhem pisze: Oczarowania, jakiego doznajemy, gdy poddajemy się oddziaływaniu baśni, nie wywołują jej psychologiczne treści (choć one również do tego się przyczyniają), ale jej wartości literackie: wywołuje je baśń jako dzieło sztuki. Baśń nie miałaby takiego psychologicznego wpływu na dziecko, gdyby przede wszystkim i nade wszystko nie była dziełem sztuki.

Baśń jest czymś jedynym i swoistym nie tylko pośród form literackich; jest to jedyny wytwór sztuki tak całkowicie zrozumiały dla dziecka. Podobnie jak w przypadku każdego wielkiego dzieła artystycznego, najgłębsze znaczenie baśni będzie dla każdej osoby inne, inne nawet dla tej samej osoby w różnych momentach życia. Dziecko wydobędzie rozmaite znaczenia z tej samej baśni zależnie od swoich zainteresowań i potrzeb w konkretnej fazie rozwoju. Jeśli stworzy mu się sposobność, powróci do danej baśni, gdy będzie gotowe poszerzyć jej dawne znaczenia lub zastąpić je nowymi.2

Wielowarstwowość baśni sprawia, że staje się ona tekstem uniwersalnym. Możemy dostosowywać opowieść do wieku, upodobań, emocjonalnych i intelektualnych potrzeb dziecka. Możemy też powrócić do niej jako dorośli i spróbować zrozumieć, co nas w niej urzekło. Symbole którymi operuje baśń są znane, niemal oczywiste; nie przynoszą problemów w interpretacji. A jednak zaczynamy z nimi polemizować.

Kiedyś na obu końcach ścieżki znajdowały się dwa bezpieczne schronienia: dom mamy i babci – dziś, wspierani statystykami, obserwacjami, doniesieniami medialnymi (często też własnym doświadczeniem) zaczynamy powątpiewać czy dom jest najbezpieczniejszym miejscem; że za jego drzwiami nic nam już nie grozi.

Samotna ścieżka wiodła przez las; ciemny, złowrogi, niebezpieczny. Był to obszar nieznany, pełen zagrożeń i zagadek. Dziś niebezpieczeństwo czyha na kolorowym placu zabaw, ruchliwej ulicy, wśród bliskich nam osób. Czerwony Kapturek przeniósł się do wielkiego miasta.3

Dawniej bez szemrania poddawałyśmy się instrukcji nakazującej nam podążać wyznaczoną ścieżką; traktem wytyczonym śladami wielu wcześniejszych pokoleń. Pamiętałyśmy o ryzyku jakie niesie za sobą zejście z jedynej słusznej drogi.  Dziś podnosimy głowę, rozglądamy się wokół i dostrzegamy jak wiele dróg może prowadzić do celu. Odrzucamy dogmat o nieomylności naszych matek i babek, rozliczamy je z obowiązku wprowadzenia nas w życie.

Czerwony Kapturek też dorósł. Kiedy spotkaliśmy ją po raz pierwszy była bezbronną dziewczynką w czerwonej szatce, odnalezioną wśród wilków.4 Po spotkaniu z Charlesem Perrault, stała się młodą dziewczyną, przestrzeganą przed wilkiem również po wyjściu z lasu. Od tamtego czasu widzieliśmy ją w tysiącach odsłon (katalog Biblioteki Narodowej odnotowuje 580 publikacji z frazą Czerwony Kapturek w tytule i ponad 5000 zbiorów baśni), w różnym wieku, scenerii, władającą językami świata. Była posłuszna, nieposłuszna, naiwna, operatywna, odważna, śmiała, uległa….

Z kart książki przeniosła się na deski teatru, do kina a nawet sądu.5

Dlaczego?

Bo jest to zachwycający tekst kultury. Bo to dziedzictwo ludzkości. Cudowny zabytek folkloru.

Bo to piękny obraz sielskiego życia na wsi. Bo pokazuje, jak bardzo wnuczka troszczy się o babcię.

Bo mówi o tym, że warto słuchać mamy. Bo wilk zostaje ukarany. Bo wszystko kończy się dobrze. Bo gajowy taki przystojny.

Czerwony Kapturek zaprasza Was zatem na freudowską kozetkę; przeczytajcie baśń i opowiedzcie swoją wersję. Narysujcie ją.

Drzewo. Domek babci. Czerwonego Kapturka w deszczu.

A potem sięgnijcie po Czarnego Kapturka. Potem, to znaczy wtedy, kiedy będziecie pewni, że zrozumieliście Czerwonego, że go akceptujecie i, że przyjmujecie do swej świadomości fakt, że wszystkie małe dziewczynki muszą kiedyś dorosnąć. Rozliczyć się z przeszłością i wybrać własną ścieżkę. Żeby mogły być szczęśliwe.

Joanna Piekarska


1 Robert Darnton, Wielka masakra kotów i inne epizody francuskiej historii kulturowej, Warszawa 2015, s. 27

2 B. Bettelheim, Cudowne i pożyteczne, czyli o znaczeniach i wartościach baśni, Warszawa 2010, s.35

3 Czerwony Kapturek w wielkim mieście, koncepcja i il. R. Innocenti, tekst A. Frisch , Poznań 2012

4 Pierwsza wersja Czerwonego (nie)Kapturka: około 1020, Egbert z Liege w podręczniku dla uczniów szkoły katedralnej, Pełny statek.

5 https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/czerwony-kapturek-babcia-wilk-edukacyjna-rozprawa-w-sadzie-najwyzszym,891439.html

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj