5 pytań do… czyli goście Rabka Festival 2020 mówią o książkach (3)

0
359

Podobnie jak w zeszłym roku rozmawiam z Panią Barbarą czekając, aż inny gość skończy rozdawać autografy (tym razem jest to Michał Rusinek). Nie mam nic przeciwko takiemu oczekiwaniu, liczę wręcz na to, że ten punkt Rabka Fesivalu i w następnych latach uda mi się zrealizować z udziałem rozmówczyni.

Podwieczorek: Fabryka Czekolady Willy’ego Wonki czy małe co nieco w Stumilowym Lesie?

Małe co nieco w Stumilowym Lesie, zdecydowanie. Kubuś Puchatek, do którego długo się przekonywałam jako dziecko, którego mi tato bez przerwy podsuwał do czytania, a ja się broniłam – musiałam do niego dorosnąć, po prostu. Są takie książki, które są pisane dla dzieci, a dzieci dopiero do nich dorastają. Tak samo jest z Muminkami, że jednak trzeba mieć chyba troszkę doświadczenia, wiedzy, może trochę więcej emocji, żeby zrozumieć o co właściwie chodzi w takiej książce. Na pewno tak.

Garderoba: siedmiomilowe buty czy czapka niewidka?

Ha! Nie można i, i (ano nie można, hi, hi, Ł.Ł.)? No to chyba jednak czapka niewidka, bo chciałabym czasem zniknąć, przede wszystkim na wakacjach, żeby mnie nikt nie dopadł i żeby mnie nikt nie dręczył i żebym mogła naprawdę odpocząć. To się czasem udaje, teraz już coraz częściej, dzięki temu, że już jestem w takim wieku, kiedy troszkę zwolniłam, ale przez całe lata rzeczywiście – gdybym mogła mieć taką czapkę niewidkę, byłoby to genialne rozwiązanie, aby móc uciekać od obowiązków i od ludzi, którzy nie rozumieją tego, że czasem człowiek chce się po prostu schować do mysiej dziury. Siedmiomilowe buty kojarzą mi się jednak bardziej nie z ucieczką, ale z podróżą, z dalekimi dystansami, które można szybko pokonać, a to nie jest akurat to, co najbardziej lubię, bo wolę się również rozkoszować podróżą, samym podróżowaniem. Dlatego powiedziałam „i, i” – lubię gdzieś pojechać, ale nie spiesząc się, nie pędząc, nie „zaliczając” nic, tylko właśnie smakując samą czynność przemieszczania się.

Czas: w 80 dni dookoła świata czy 2 lata wakacji?

2 lata wakacji. Im jestem starsza, tym bardziej te 2 lata wakacji. Myślę, że to się chyba wiąże z wiekiem, chociaż z drugiej strony, kiedy człowiek przekracza już jakąś granicę i jest tego czasu mniej niż więcej, to chciałoby się może wtedy więcej i szybciej zobaczyć to, czego się nie widziało, ale to nie jest mój przypadek. Ja nie uznaję tego typu poznawania świata. Wolałabym właśnie mieć te 2 lata na to, żeby rozciągać ten czas, żeby każdy dzień zaczynał się i kończył z wiedzą, co się w tym dniu działo, a nie żeby one tak przelatywały, prawda? Żeby docenić każdy kwadrans naszego życia.

Pamiątka: wampum od Winnetou czy dublon z Wyspy Skarbów?

Bardzo Winnetou. Indianie chyba w ogóle zniknęli… jakby to powiedzieć? Ze sposobu na zabawę młodych ludzi i dzieci, a to było moje dzieciństwo, to była ta prawdziwa egzotyka, połączona z historią, z wyprawą, odległością i gdybym miała przywieźć sobie stamtąd jakąś pamiątkę, to byłoby coś z krainy Winnetou. 3 tomy jego przygód to była jedne z takich książek, które nabyłam na kiermaszu książki w Nowej Hucie, gdzie zawsze chodziłam wiosną i zbierałam pieniądze, żeby tam coś sobie kupić. Kupiłam te 3 tomy „Winnetou” i… nie było mnie. Przepadłam na 2-3 tygodnie, ponieważ tak mnie wciągnęła ta historia. Byłam zresztą w Düsseldorfie, nie pamiętam, co to było za muzeum, ale właśnie tam zwiedziłam wystawę poświęconą Karolowi Mayowi, pokazującą skąd on brał pomysły na te historie, również z materiałami i wątkami filmowymi z Niemiec. Niesamowita historia, niesamowity człowiek, trafiało to do mnie… Tak. Bardzo mi żal, że jakoś straciliśmy ten rejon egzotyki, szczególnie jeśli chodzi o dzieci, bo my, dorośli, ciągle trafiamy na tego typu lektury, które w zupełnie inny sposób pokazują nam świat Indian, obojętne, czy to dotyczy Ameryki Północnej, czy Południowej. Wstrząsające historie, które w tej chwili poznajemy, a o których długo nie mieliśmy pojęcia (siłą rzeczy poza sentymentami związanymi z prozą Maya dzielimy się również wrażeniami na temat „27 śmierci Tomy’ego Obeda”, Ł.Ł.).

Ekosystem: w pustyni czy w puszczy?

Chyba jednak w puszczy. Zastanawiałam się dlatego, że pustynia to też dla mnie plaża – morze i piasek (no, na pewno nie w pełni sezonu letniego, prawda, Pani Barbaro? Ł.Ł.), ale przecież morze to nie pustynia, więc puszcza, las, zieleń, zwierzęta, życie… Dla mnie życie jest ważne. Za to puszcza z tych mniejszych, czyli las. Na pewno nigdy nie wybrałabym się w jakąś egzotyczną wyprawę w równikową puszczę, ale nasz piękny, swojski, polski las, a jeszcze lepiej skandynawski – to jest mój ulubiony sposób spędzania czasu. Spacer, wyprawa na jagody, rower, rozłożenie się w środku lasu, żeby pachniało i żeby śpiewały ptaki, żeby można było poobserwować dzięcioła, wiewiórkę… To jest to, co uwielbiam.

oprac. Łukasz Łęcki

fot. archiwum Radia Kraków

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj