Lotta prosto z gwiazd

0
516

Sobotnie wczesne popołudnie. Jadę na spotkanie z Zosią Stanecką i Lottą.
Umówiłyśmy się niedaleko mieszkania Zosi. Naprzeciw mnie wychodzi najpierw Lotta, za nią autorka. Ściskamy się z Zosią serdecznie. Nie widziałyśmy się na żywo lata, ale przegadałyśmy wiele tematów online, zanim to się stało w pewnej chwili jedynym sposobem…

Siadamy na ławce. Lotta obok. Siada tyłem do nas. W jej pozie jest dostojność a w oczach melancholia. Poza tym ma w sobie coś z moich chartów… więc od razu mięknie mi serce.

Lotta i Marta

Rozmawiamy o książce „Lotta”, ale co chwilę zbaczamy z tematu. Matki trójki dzieci i opiekunki psów muszą czasem sobie pogadać o wszystkim po trochu.

Lotta, którą znałam ze zdjęć na FB jest idealną bohaterką. Aż się prosiło, żeby powstała książka z nią w roli głównej. Zosia zaczęła pisać historię o Lotcie, kiedy suka miała 10 lat. Pytam, czy czekała na jej 10 urodziny. Nie, to się tak po prostu ułożyło. Odpowiedni czas, ludzie, wydawnictwo. To Zosia zaproponowała temat Ani Czech z wyd. Kropka, a Ania podchwyciła pomysł. Potem dołączyła Marianna Sztyma. Zosia podkreśla, że Marianna idealnie uchwyciła liryczność Lotty. Współpraca poszła jak po maśle. Marianna to psiara i kociara i doskonale czuje tę tematykę. Miłym zaskoczeniem dla Zosi była wyklejka pełna Lotty w różnych pozach. Bardzo cenię twórczość Marianny. Jej ilustracje są pełne melancholii i tajemniczości. I tu sprawdziły się idealnie.

Książka ma wygodny format – dobrze siedzi w dłoni, a poza tym zmieści się do torebki, plecaka, a nawet pojemnej kieszeni. To jest naprawdę istotne. Można ją czytać w różnych miejscach i pozach. Historia o Lotcie jest dostępna także jako ebook i audiobook. Ze względu na klimatyczne ilustracje Marianny ja polecam papier i jego fakturę, bo on idealnie podbija strukturę ilustracji. W przypadku czytania książek jestem bardzo staroświecka 😉 Ale fajnie, że są inne formaty dla tych, którzy je lubią.

Książka zaczyna się metafizyczną opowiastką o trzech psach ze schroniska, które cierpią na samotność. W pewną noc dzieje się coś niezwykłego. Ich tęskne wycie słyszy prapies, który sprawia, że cała trójka następnego dnia znajduje domy. I w jednym z nim rodzi się 9 szczeniaków, a wśród nich musztardowa Lotta, która kradnie serce pewnej rodzinie. Bardzo mi się to intro podoba. Ta metafizyczna przypowiastka podkreśla wyjątkowość psów.

Czytając historię rodziny, w której pojawiła się Lotta, miałam wrażenie, że chwilami czytam o sobie. Doskonale rozumiem szaleństwo matki, jej zakochanie w Prinicipiessie. Lotta bardzo przypomina mi moje dwa psy. A ja zakochana w nich po uszy, całkowicie rozumiem tę rodzinę. A szczególnie matkę pełną wyrozumiałości i cierpliwości dla Lotty. Bardzo fajnym pomysłem się „rozważania Lotty”. Strumień świadomości psicy Mariana Sztyma narysowała czarną kreską. Pozostałe ilustracje są kolorowe. Mają ciepłe, przygaszone barwy. Idealnie oddają klimat tego domu i uczuć, które w nim są. A jest w nim pełno miłości! Ta miłość bije z każdej strony! „Lotta, czyli jak wychować ludzkie stado” jest wzruszającą, ciepłą historią, z elementami humoru sytuacyjnego i słownego, która uświadamia, jak wiele możemy się nauczyć od psów.

Powiem wam, że prawdziwa Lotta, to naprawdę cudowna suka. Pełna dostojeństwa, łagodności, ale i szaleństwa. Kiedy na podwórku pojawił się jeden z domowników, zerwała się i w podskokach podbiegła, skacząc na niego radośnie. Gdzie te jej 11 lat, pomyślałam.

W ułożeniu uszu, w ruchach przypomina mi moje charty, myślę, że płynie w niej trochę charciej krwi. Kiedy tak siedzi jak posąg przy nas, wydaje się być jednak gdzieś indziej, w jej spojrzeniu widać bogate życie wewnętrzne i jakąś tajemnicę. Ten widok bardzo koi i wzrusza.

Doszłyśmy z Zosią do wniosku, że nasze psy to cudowni kompani w nie zawsze łatwej codzienności. Z nimi żyje się pełniej, piękniej. Czasami wystarczy popatrzeć psom w oczy i od razu robi się lżej. Widać ogromną miłość pomiędzy Zosią a Lottą. Oby wszystkie psy i suki były tak kochane… Lotta ma szczęście. Zosia i jej rodzina też. Piękne stado.

Lotta i Zosia

Marta Lipczyńska-Gil

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj