Eliza Piotrowska, Bohdan Butenko - mistrz humoru, [w:] "Ryms" nr 6, lato 2009, s. 2-4
Bohdana Butenki nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest to artysta tak rozpoznawalny, że nie sposób pomylić go z kimś innym. To niezaprzeczalny atut w czasach globalnego ujednolicenia, i we wszystkich innych czasach również. Butenkę z artystycznego tłumu wyróżnia przede wszystkim dowcip i niespotykany twórczy indywidualizm.
Na czym polega butenkowskie poczucie humoru? W tym miejscu pojawia się kolejne pytanie: Czy ów fenomen da się rozebrać na czynniki pierwsze i czy wtedy – jeśli się to uda – będzie bawił nadal? Czy analityczny rozbiór komizmu nie okaże się w swych skutkach tragiczny? Czy tłumacząc, dlaczego Mistrz wielkim komikiem jest, czy wskazując momenty, w których Mistrz wielce zabawnym być umie, nie narazimy Mistrza na straty? Wszak poczucie humoru to chemia, to fluid spontaniczny i ulotny, odwołujący się do naszej indywidualnej przestrzeni komicznej, a nie zbiorowych, wyuczonych reakcji.
Fenomen Bohdana Butenki polega na tym, że dociera do wszystkich (a jednak!), jego humor jest ponad czasem, jego żart bawi tak samo dzieci i dorosłych, chłopców i dziewczynki, publiczność wymagającą i bez wymagań, co jest dowodem na to, że istnieje pewien archetypowy wzorzec humoru. Cieszy mnie, że reprezentuje go właśnie Bohdan Butenko, artysta o nieprzeciętnej kulturze i wyrobionym smaku. Oznacza to również, że sztuczne wybuchy śmiechu w serialach telewizyjnych niekoniecznie odzwierciedlają zbiorowe poczucie humoru oraz że szeroko rozumianą publiczność niekoniecznie należy karmić prymitywnymi chwytami poniżej pasa, których łatwa dosłowność rozśmieszy szybciej niż abstrakcyjny żart.
Poczucie humoru to cecha wyłącznie ludzka. Jest ona wyrazem umiejętności oglądu tego samego zjawiska z wielu perspektyw. Humor to zawsze n i e s p o d z i a n k a, nowy, nieoczekiwany zwrot akcji, chwilowe zachwianie, utrata równowagi, połączona ze słodkim brakiem przynależności. Humor to dekonstrukcja przyzwyczajeń, to umiejętność bycia w kilku miejscach jednocześnie, to brak przekonań, to możliwość, która może wszystko. Humor mieszka w przejedzonym, pękającym w szwach schemacie, w powadze znudzonej swą powagą, w kresce, która skręca nie tam, gdzie byśmy się tego spodziewali. Humor to alternatywna interpretacja zdarzeń, to wreszcie KREACJA, a więc gałąź sztuki. Jest to dość szczególne artystyczne odnóże, na które wielu liczy, lecz u niewielu wyrasta. Może dlatego, że owo dodatkowe odnóże (można by je nazwać odnóżem zbytku) potrzebuje szczególnej pożywki w postaci ugruntowanej, osadzonej w sobie, INDYWIDUALNOŚCI? Nadawanie komicznych sensów to przecież podróż pod prąd, pieszczota pod włos, nie może się ono obyć bez odważnej, charakternej osobowości.
Humorystyczne braki w polskiej sztuce (i w polskim narodzie) tłumaczy się brakami natury (niedoborem słońca) lub brakami historii (zaborami). Obciążeni i uwikłani na własne życzenie, odbieramy sobie prawo do wyjścia z mrocznego zaścianka i słonecznej konfrontacji ze światem.
Dlaczego Butenko zdobył sukces na arenie międzynarodowej? Dlatego, że odniósł się do ponadnarodowego języka humoru i uczynił to w uproszczonej stylistyce komiksu, której przejrzysta anegdota wychodzi naprzeciw i opowiada się sama. Nadrzędnym elementem tej stylistyki jest LINIA. Linia oszczędna i „uboga”, która staje się na naszych oczach, która pozwala uczestniczyć w narodzinach form, którą można dokładnie prześledzić i jednocześnie ciągle się jej dziwić. Bo choć gra jest czysta, czarno-biała, bez iluzji, płaska, w zasięgu ręki, tuż pod palcami, to jednak pełna niespodzianek i smakowitych niedopowiedzeń. Umowność to nie tylko sposób artystycznego wyrazu, to również przestrzeń dla odbiorcy, który może wypełniać ją swoim „widzimisię”. Butenko doskonale wie, że komizm potrzebuje oddechu i niedokończonej frazy, że dopowiadać graficzny żart to tak, jak tłumaczyć kawał, że dosłowność jest zaprzeczeniem humoru.
Ilustracje Bohdana Butenki nie zwodzą, nie nęcą trójwymiarowością, nie każą wierzyć w realność fikcji. Ich moc polega właśnie na tym, że są „tylko” ilustracjami i jako „tylko ilustracje” wykorzystują „tylko” to, co mają do dyspozycji, a więc płaszczyznę i linię. Czy to mało? Nie, bardzo dużo. Czasami wszystko.
Butenko nie tylko i l u s t r u j e tekst. On go również opisuje. A dokładniej – dopisuje do niego swoje graficzne komentarze. Komentarze te wzbogacają opowieść o niespodziewane wątki, pełne zabawnych podtekstów i puent. W książce "Wesoła gromadka" znajdujemy "Historię bardzo smutną o chłopcu, który nie chciał jeść zupy" ("Wesoła gromadka", wybór tekstów i fotografii oraz ilustracje Bohdan Butenko, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1997). Należy dodać, że książka jest zbiorem mrożących krew w żyłach opowieści o niegrzecznych dzieciach. Z tych opowieści Butenko wydobywa całe pokłady humoru (czarnego, oczywiście). Michaś, który nie chciał jeść zupy, „był tłusty, zdrów najzupełniej, z buzią okrągłą jak księżyc w pełni”, ale pewnego dnia zaczął wybrzydzać: „Raz, gdy mu zupę stawia służąca, on ni stąd, ni zowąd talerz odtraca, mama go łaje, a Michaś w sprzeczki: – Nie chcę, i nie chcę ani łyżeczki!”. Dlatego, choć Michaś „był zdrów i tłusty”, jednak „pięć dni grymasił, umarł na szósty”.
Butenko oprawia tę tragiczną opowieścć w komiksową ramę (nie trzeba wspominać, że jest to gatunek bardzo bliski artyście) – kolejne „klatki” historii o powtarzającym się refrenie (ponowne przybycie służącej i ponowna odmowa Michasia) ukazują chłopca odzianego w gruby kożuch. Chłopiec ma najpierw okrągłą buzię, potem buzia zapada się coraz bardziej i coraz bardziej, aż wreszcie... widzimy sam kożuch, powieszony na gwoździu, do którego jest przytwierdzona kartka z następujacą informacją: „Kożuch dziecięcy, prawie nowy, tanio do sprzedania”. Tak parodiuje Buteko tragiczny finał owej historii.
Butenko miał ważny powód , żeby odziać Michasia w kożuch. I powód ten wpłynął na całość zilustrowanej historii. Michaś, mimo że zasiada za stołem, od samego początku jest ubrany jak do wyjścia. Butenko nic sobie nie robi z obowiązującej etykiety, bo kożuch jest mu potrzebny do końcowej puenty. Czytelnika to jednak nie zastanawia ani nie razi, bo właśnie na tym polega ucieleśniająca moc ikony – na przekonaniu, że TAK WŁAŚNIE MA BYĆ. To ilustrator narzuca swój obraz, a my się temu obrazowi poddajemy. A im biegleszy w swej sztuce jest to twórca, im bardziej konsekwentny i ugruntowany w swojej wizji, tym trudniej jest nam się oprzeć jego widzeniu świata.
Historia chłopca, który nie chciał jeść zupy, jest zakomponowana statycznie. Kolejne ilustracje powielają tę samą kompozycję: Michaś siedzi za stołem, towarzyszy mu służąca. Twarz Michasia (coraz chudsza, coraz bardziej wykrzywiona w głodowym grymasie) to jedyny zmienny element powtarzanego wielokrotnie obrazu. Nie bez znaczenia jest również służąca, która podaje Michasiowi talerz z zupą. Z nosa służącej wprost do talerza kapią podejrzane krople. Trudno się dziwić, że chłopiec nie chciał jeść takiej zupy... A może Butenko próbuje go wytłumaczyć? Jakkolwiek by było, zasmarkana służąca nie tylko oddramatyzowuje scenę, ale − co więcej – czyni ją zabawną.
Historia Michasia jest prowadzona oszczędną kreską. Formy są rozmieszczone płasko, w pierwszym planie, bez niepotrzebnych komplikacji. Dzięki temu uwaga oglądającego koncentruje się na zasadniczych elementach kompozycji. Prostota i lekkość, z jaką Butenko wydobywa humor z owej niewesołej historii, jest godna podziwu. Dla niektórych może nawet podejrzana: – Przecież to tylko kilka kresek, cóż za sztuka zrobić podobny rysunek! – ciśnie się na usta tym, którzy sztukę graficzną mylą z szydełkowaniem.
Tymczasem geniusz Bohdana Butenki polega właśnie na kondensacji tego, co zasadnicze. Zasadnicze dla JEGO wizji, która jest na tyle przekonująca, że staje się integralną częścią opowiedzianej historii. Staje się wreszcie naszą wizją, naszym poszerzonym rozumieniem tekstu.
Ilustracje Bohdana Butenki to nie upraszczanie na dziecięcą modłę (nota bene dzieci nie lubią ilustracji stylizowanych na dziecięce), ale prostota dojrzałego twórcy, który świadomie WYBIERA ze swojego warsztatu to, co istotne dla JEGO słownika. W ten sposób powstaje skondensowany graficzny aforyzm, obraz, który mówi, ale nie gada, ilustracja charakterów i ilustracja z charakterem.
W sympatycznej książce Henryka Bardijewskiego "Baśń o latającym dywanie" poznajemy nietuzinkową książęcą rodzinę: wielkiego fantastę Księcia Miraża, wiecznie niezadowoloną księżną-teściową Sylwię, jej córkę Wandę, która notorycznie przebywa za granicą, i dość nieokrzesanego syna Miraża i Wandy – Teo (Henryk Bardijewski "Baśń o latającym dywanie", ilustracje Bohdan Butenko, Ezop Warszawa 2006,). Dowiadujemy się również, że Teo chciałby całe dnie przesiadywać na królewskim tronie. „Panicz Teo chce mieć dostęp do tronu nie tylko wczesnym rankiem, lecz także w godzinach szczytu” – donosi królowi jego sługa Totum.
Jakie dodatkowe znaczenia nadaje tej scenie Butenko? Otóż okazuje się, że atrakcyjność królewskiego tronu polega na tym, że naprzeciwko owego zaszczytnego miejsca znajduje się telewizor! Butenko w sposób niezwykle dowcipny uwspółcześnia tekst i wzbogaca pokoleniową rywalizację o tron, dodając wątek domowej rywlizacji o pilota. Taki graficzny dopisek wspaniale komponuje się z klimatem tekstu, bowiem księstwo Miraża to nic innego jak obraz współczesnych czasów. Teo nie szanuje rodzinnej tradycji (i tradycji w ogóle), dla niego tron to po prostu duży, wygodny fotel, w którym można pooglądać telewizję. Dlatego Butenko sadza go na nim byle jak, niechlujnie, w pozycji półleżącej.
W innym fragmencie książki czytamy:
„– Dostałem właśnie wiadomość, panie, że sąsiednie księstwo chce nas najechać” (donosi swemu władcy Totum).
„– Wycieczka?” (nie rozumie Miraż. Najprawdopodobniej słowo „najechać”, skojarzyło mu się ze słowem „przyjechać”).
„– Nie, panie. Podbój” (tłumaczy swemu księciu sługa).
Słownik księcia Miraża jest dość ubogi (być może za dużo ogląda telewizji, a za mało czyta). Butenko pokazuje jednak, że nie tylko źle się dzieje w państwie Miraża, ale również najeźdźca ma poważne luki w edukacji. W liście od wroga, słowo „podbój” zawiera aż dwa błędy ortograficzne! Sprawa jest śmiertelnie poważna (wszak zbliża się wojna), ale jak traktować poważnie wroga, który robi takie błędy? Czytelnik będzie miał opory, ale książę Miraż nie, bo sam jest nieukiem i niczego nie zuważy.
W "Baśni o latającym dywanie" humor pisarza i humor grafika splatają się, tworząc niespotykanie dowcipny gobelin, gdyż szczęśliwym trafem zarówno autor, jak i ilustrator reprezentują podobne, wysokich lotów, poczucie humoru.
Podobnie rzecz ma się w książce "35 maja" Ericha Kästnera (Erich Kästner, "35 maja", Nasza Księgarnia, Warszawa 1957). Duet Kästner-Butenko to „kapela”, która rozbawi każdego. Pełna komicznych sytuacji opowieść o stryju Rabarbarze i jego bratanku Konradzie zaskakuje literackimi i graficznymi pomysłami, śmiałymi rozwiązaniami i abstrakcyjnym humorem.
Bohdan Butenko to nie tylko znakomity, dowcipny ilustrator. To również uzdolniony i zabawny pisarz. Jego autorska seria o przygodach niesfornego Gapiszona to ten rodzaj literatury, który nie potrzebuje błyszczących, hałaśliwych fajerwerków czy kosmicznych rozszerzeń.
Przygody Gapiszona są całkiem zwyczajne, dzieją się tu i teraz, budowane z prostych figur, czystych zdań nie są mącone wielopiętrowymi dygresjami. Uproszczona forma tekstu (krótkie, zasadnicze riposty, opisy stanów, a nie pejzaży) kondensują przekaz, ale nie zagęszczają go, to znaczy zostawiają przestrzeń dla czytelnika, który niedopowiedzianą frazę może dopowiedzieć tak, jak chce. To, co przydarza się Gapiszonowi, może przydarzyć się każdemu. Każdy przecież może wysłać babci paczkę z gorącą herbatą albo natrafić w parku, nad rzeką na krokodyla (Bohdan Butenko, "Gapiszon i krokodyl", Warszawa 2004, Ezop). Babcia wprawdzie tłumaczy Gapiszonowi, że w Polsce krokodyle mieszkają tylko w zoo, ale Gapiszon się upiera: „– A jakby uciekł z zoo?” – pyta.
„– O, to by go gonili. Zobaczyliby, że uciekł, i zaraz by go szukali” – odpowiada babcia.
Ale Gapiszon nie daje za wygraną: – „A gdyby taki jeden uciekł z zoo, przyszedł tutaj, złożył jajo i potem wrócił, to co?”
Babcia kapituluje, gdyż nie jest w stanie nadążyć za logiką Gapiszona. Bo Gapiszon jest bardzo logiczny. Przecież mogłoby się zdarzyć tak, że krokodyl uciekłby z zoo, złożyłby jajo, a potem do zoo by powrócił. Dlaczego nie? Oczywiście taka wersja wypadków jest mniej prawdopodobna, ale nie jest niemożliwa. Czy więc Gapiszon naprawdę jest nieporadnym gapciem, pociesznym, głupiutkim chłopcem, który niewiele rozumie? Wprost przeciwnie! Gapiszon nie jest ograniczony schematami, dla niego WSZYSTKO JEST MOŻLIWE, nie tak jednak, jak dla kogoś, kto posiada złotą różdżkę, ale jak dla zwykłego chłopca, który dedukuje, który szuka odpowiedzi, który tworzy swoje pełne przygód światy, po prostu ZASTANAWIAJĄC się nad różnymi rozwiązaniami.
Bohdan Butenko to wielka, artystyczna indywidualność. To artysta, który wie, że dać z siebie wszystko niekoniecznie musi oznaczać dać WSZYSTKO. Wszystko może być jeszcze pełniej wszystkim, kiedy jest „tylko” kawałkiem. Żeby kompozycja była pełna i skończona, nie trzeba dopowiadać jej w każdym szczególe. Pełen, skończony obraz, to nie ten, który wyczerpuje się w detalach, lecz ten, który będzie zawsze zadziwiał, który nigdy nie zostanie do końca dopowiedziany i rozstrzygnięty. Można go uzyskać różnymi środkami. W przypadku Bohdana Butenki jest to między innymi surrealistyczny, abstrakcyjny humor, którego nie zamyka jeden finał, lecz który otwiera się na wiele finałów.
I już nic więcej mówić nie wypada, bo śmiech to przestrzeń, o której nie powinno się mówić zbyt wiele. Zamiast mówić, lepiej jest się śmiać. A śmiać się z Bohdanem Butenką to naprawdę nie lada zabawa!
« wróć na stronę listy artykułów
dzięki za artykuł. Ksiązki z mojego dzieciństwa w większości kojarzą mi się z ilustracjami B. Butenki.Zawsze je lubiłem za pczucie humoru i lekkość.
dodał: krzyś, Sobota, 19 lutego 2011 23:50
świetny artykuł. pozdrawiam !
dodał: mitek, Wtorek, 8 lutego 2011 18:29