Znaleźć swoją osobowość { – rozmowa z Mistrzem Wilkoniem }, [w:] "Ryms" nr 1, maj 2007, s. 7
Po latach nieobecności na polskim rynku wydawniczym Mistrz Wilkoń powraca nań w wielkim stylu (artysta z powodzeniem wydawał i nadal wydaje książki za granicą – m.in. w Niemczech, Szwajcarii, Japonii). W ostatnim czasie ukazały się trzy nowe książki z ilustracjami Józefa Wilkonia. Mistrz przepięknie i z bizantyjskim rozmachem zilustrował „Baśń o rumaku zaklętym” Leśmiana (wyd. Olszynka) oraz „Baśnie z całego świata” (wyd. Nowa Era). Agora we współpracy z Dwiema Siostrami z kolei wydała “Bóg się rodzi” z opowiadaniem wigilijnym autorstwa Jarosława Mikołajewskiego, do którego zostały wykorzystane piękne, nastrojowe ilustracje Mistrza. Publikacja książek zbiegła się w czasie z bardzo udaną wystawą „Arka Wilkonia” w Galerii Zachęta, która od grudnia 2006 roku do połowy lutego br. przeżywała istne oblężenie. Imponująca ekspozycja sprawiła, że o Mistrzu zaczęło być głośno. Został okrzyknięty „Marlonem Brando polskiej sztuki” i nominowany do kulturalnej nagrody Wdechy 2006, przyznawanej przez dodatek do „Gazety Wyborczej” – „Co jest grane?” w kategorii Człowiek. Ostatnio odebrał nagrodę TVP Kultura za 2006 w kategorii Kultura dla dzieci i młodzieży, za „Arkę Wilkonia” właśnie. Wszystko to sprawiło, że Mistrz Wilkoń jest po prostu rozchwytywany – polscy wydawcy uderzyli szturmem. Z pewnych źródeł wiem, że w przygotowaniu są kolejne nowe książki, w tym jedna autorska...
Marta Lipczyńska-Gil: Jako wydawca otrzymuję wiele próbek tekstów oraz ilustracji od osób, które chcą natychmiast wydać książkę.. Niestety są to najczęściej próby niezbyt udane (oczywiście zdarzają się wyjątki). Odnoszę wrażenie, że wielu ludziom wydaje się, iż bardzo łatwo jest stworzyć książkę dla dzieci. Czy to rzeczywiście takie proste?
Józef Wilkoń: Na początku wydaje się proste, ale dopiero po przystąpieniu do pracy widać piętrzące się trudności. Samo zilustrowanie stwarza szalone problemy. Znalezienie formy, która będzie właściwym przekazem i dla dorosłych i dla dzieci jest niebywale trudne. Nie mówiąc już o powstaniu tekstu, choć niektórzy proponują i tekst i ilustracje.
W dodatku trzeba znaleźć swoją osobowość, swoje własne środki wyrazu, swój styl. Z każdą następną książką wzrasta autokrytycyzm i wymagania wobec siebie. Chcemy być coraz lepsi i tu pojawia się pułapka, z której jedynym wyjściem jest robić to coraz lepiej, inaczej niż dotąd. Wtedy zaczyna się właściwa praca.
ML-G: Wykonał Pan ilustracje do tekstów napisanych przez Pana syna Piotra. Co powstawało najpierw – tekst czy ilustracje?
JW: To Piotrek pisał teksty do moich ilustracji. Robił to dorywczo, od czasu do czasu, ale kilka książek, m.in. „Była sobie Ruda” (wyd. Bohem Press) czy „Leopanther” (wyd. Pathmos) okazało się bestsellerami i są wznawiane do dziś.
ML-G: A jak powstaje książka autorska w Pana przypadku – najpierw jest słowo czy obraz?
JW: Nie mogłem znieść natrętnej dydaktyki, infantylizmu, prostackiego przekazu niektórych tekstów zachodnich. Dlatego zacząłem wymyślać książki według własnego scenariusza. Najpierw powstawały ilustacje, potem tekst. Jak dotąd wydałem jedną książkę autorską „Frau Drosselmann”, (wyd. Bohem Press), poświęconą pamięci żony. Była to próba opisania naszego życia poprzez metaforę życia pary ptaków. Mam gotowe projekty ksiąźek autorskich w zanadrzu oraz kilka nowych pomysłów.
ML-G: Które ze zilustrowanych przez Pana książek są dla Pana najważniejsze?
JW: Pawie wiersze” Tadeusza Kubiaka oraz w „Nieparyżu i gdzie indziej”.
Rozmawiała Marta Lipczyńska-Gil
Słynna wypowiedź Józefa Wilkonia, czyli ku refleksji tym wszystkim, którzy uważają, że tworzenie książek dla dzieci jest proste.
Jak powstaje ilustracja?
Bardzo prosto, jeśli się wie i umie parę rzeczy. Najpierw trzeba wiedzieć, jak wygląda to wszystko, co chce się namalować: człowiek, ryba, ptak, liść czy zwierzę. Później wiedzieć, jak się porusza, wszystko co biega, pełza i lata. Dla wielu to już koniec edukacji. Niektórzy idą jednak dalej, potrafią namalować porę dnia, księżyc, żeby świecił, ptaka, żeby śpiewał, potrafią nawet namalować smutek i radość, strach i odwagę. Tylko nielicznym udaje się namalować sen, ciszę, a nawet zapach i smak owoców. Jeżeli się to wszystko umie, trzeba na koniec wiedzieć, co robić, żeby w książce rosło napięcie jak w teatrze, by wszystko było w swoim czasie i w dobrych proporcjach.
« wróć na stronę listy artykułów