Prawdziwe historie bywają lepsze niż bajki
Opowiedzenie dzieciom o wojnie i o Afryce to nie lada wyzwanie. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych. O tym, jak pracował nad swoimi książkami opowiada Łukasz Wierzbicki, autor „Afryki Kazika” i „Dziadka i niedźwiadka”.
Joanna Sopyło: Zanim napisałeś „Afrykę Kazika” przygotowałeś zbiór reportaży „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej 1931-1936”, opisujących podróż Kazimierza Nowaka. Co Cię skłoniło do napisania książki dla młodszych czytelników?
Łukasz Wierzbicki: W listopadzie 2006 roku na odsłonięcie tablicy upamiętniającej Kazimierza Nowaka do Poznania przyjechał Ryszard Kapuściński. Gdy następnego dnia jechaliśmy z żoną pożegnać go na lotnisku, zastanawialiśmy się, czy podróż Kazimierza Nowaka nie powinna stać się inspiracją do czegoś więcej niż tylko jednej książki. Wtedy pomyślałem, że to idealny temat na bajkę. Bajkę, która wydarzyła się naprawdę, chwilami śmieszną, chwilami straszną, ale przede wszystkim szalenie pouczającą. Ta opowieść niesie przesłanie, że wystarczy rower i serce na dłoni, żeby spełniać marzenia. Zanim dojechaliśmy na lotnisko, wiedziałem, że książka musi powstać.
JS: Powiedziałeś Ryszardowi Kapuścińskiemu o swoim pomyśle?
ŁW: Niestety nie zdążyłem. Zmarł, nim „Afryka Kazika” była gotowa. Oddałem mu jednak hołd, czyniąc go jednym z bohaterów książki, bo to on zainspirował mnie w pewien sposób do napisania tej książki. Bodźcem były słowa wypowiedziane przez niego na poznańskim dworcu podczas odsłonięcia tablicy pamiątkowej. Mówił wtedy, że chciałby, aby znalazła się ulica i szkoła, którą można byłoby nazwać imieniem Kazimierza Nowaka, żeby jego idee postrzegania świata zaszczepić młodzieży. Można więc powiedzieć, że Ryszard Kapuściński był ojcem chrzestnym tej książki.
JS: Jak zabrałeś się do pracy nad „Afryką Kazika”? To była Twoja pierwsza przygoda z książką dla dzieci?
ŁW: Tak i początkowo obawiałem się, zastanawiałem się nawet, czy nie szukać kogoś, kto napisałby książkę według mojego pomysłu. Szybko jednak uświadomiłem sobie, że jestem emocjonalnie związany z Kazimierzem Nowakiem i wystarczająco dobrze znam jego biografię. Postanowiłem sam podjąć się zadania. Przejrzałem zbiór reportaży podróżnika i wybrałem te, z których można było stworzyć historyjki dla dzieci. Nie mam dzieci, toteż musiałem obudzić dziecko w sobie, odwołać się do własnej dziecięcej natury, wczuć w dziecięcą wrażliwość.
JS: Oglądałeś bajki dla dzieci w telewizji, żeby poczuć się jak dziecko?
ŁW: Nie, raczej spotykałem się z najmłodszymi i rozmawiałem z nimi. Dlatego nad drugą książką – „Dziadkiem i niedźwiadkiem” pracowało się łatwiej, bo po napisaniu „Afryki Kazika” odbyłem dużo spotkań z dziećmi, poznałem lepiej ich wrażliwość, poczucie humoru. Wiem już, że gdy powiem, że misiowi urósł zadek i nie może zmieścić się do samochodu, będzie to dla dzieci zabawne. Wiem także, że dzieci potrafią myśleć zupełnie inaczej, niż dorośli – ja się od nich uczę, bo potrafią mnie zaskoczyć pytaniami.
JS: Jakimi?
ŁW: Każdym. Począwszy od tego, czy hiena może zaatakować kogoś, kto jest większy od niej, skończywszy na pytaniu: „czy wie Pan, ile kosztuje ta komóra?”. Gdy byłem ostatnio w Pudliszkach, dziecko dopytywało, czy lubię keczup z Pudliszek. Ale za chwilę dziewczynka z drugiej klasy szkoły podstawowej zapytała, czy w książce „Dziadek i niedźwiadek” jest więcej rozdziałów smutnych, czy wesołych. Nie czytała jej wcześniej, ale potrafiła przewidzieć, że książka opisująca przygody z niedźwiedziem podczas II wojny może być zarówno smutna, jak i wesoła.
JS: Co jej odpowiedziałeś?
ŁW: Powiedziałem, że jest bardziej wesoła, dlatego że ująłem ją w formę dziadkowej opowieści o trudnych czasach. Każdy, kto wspomina ciężkie czasy, chętniej mówi o radośniejszych chwilach. Książka oczywiście bywa nostalgiczna, bo dziadek opowiada o rozterkach związanych z przyjaźnią, ale w większości przypadków rozdziały są wesołe.
JS: Czy realia Twoich opowieści nie wydają się współczesnym dzieciom zbyt odległe?
ŁW: Zastanawiałem się, jak dzieciom XXI wieku przedstawić historię podróżnika podróżującego na rowerze bez przerzutek, który rozstawia aparat fotograficzny i wykonuje zdjęcie na kliszy. Podczas pracy nad „Niedźwiadkiem” główkowałem z kolei, jak opowiedzieć dzieciom o wojnie, żeby nie przedstawić jej jako zabawy, radosnej przygody, ale też, żeby opowieść nie epatowała okrucieństwem. Wtedy przypomniałem sobie, w jaki sposób ja dowiedziałem się o wojnie i rozumiałem, że najbardziej naturalnym sposobem jest przedstawienie losów misia Wojtka w formie dziadkowej opowieści. Kluczem jest wstęp i zakończenie. Wprowadziłem stylizację na dziadkową gawędę, bo takie opowieści mają w sobie element tajemnicy i kojarzą się z inną epoką.
JS: Skąd wziął się pomysł napisania „Dziadka i niedźwiadka”?
ŁW: Podczas spotkań z czytelnikami, po wydaniu „Afryki Kazika”, obserwowałem dzieci i zrozumiałem, że potrzebują, pragną autentycznych historii, które rozbawią je i czegoś nauczą. Historia prawdziwa inspiruje, bo przekonuje, że skoro komuś się to przytrafiło, nam również może. Zacząłem szukać tematu, który by te warunki spełniał, historii fascynującej, a zaniedbanej, zapomnianej. Znalazłem ich wiele i już zacząłem pracę nad jedną z nich, gdy sąsiadka wspomniała o niedźwiadku Wojtka. Zakochałem się w tym zwierzaku od pierwszego spojrzenia. Odnalazłem wiele informacji na jego temat i wiedziałem już, o czym będzie moja druga książka.
JS: „Afrykę Kazika” stworzyłeś, bo sam Afryką się interesujesz, odwiedziłeś ten kontynent i zebrałeś reportaże Kazimierza Nowaka. Z II wojną światową nie miałeś nic wspólnego, poza lekcjami historii.
ŁW: Mogę się przyznać, że gdy poznałem niedźwiedzia Wojtka, moja wiedza na temat armii generała Andersa była bardzo ogólna. Znałem tylko podstawowe fakty, dlatego zanim zabrałem się do pracy, przeczytałem wiele, ponad dwadzieścia książek poświęconych tej armii. Skupiłem się na pamiętnikach żołnierzy, bo oprócz faktów chciałem poznać życie obozowe żołnierzy: ich troski, tęsknoty, to, w jaki sposób obchodzili święta, jak spędzali wolny czas, w jakich warunkach mieszkali. Niektóre z przygód z „Dziadka i niedźwiadka” są inspirowane historiami z tych pamiętników, choć nie we wszystkich Wojtek brał udział. W pisaniu pomógł mi profesor Wojciech Narębski z Krakowa, który pamiętał Wojtka - służył w tej samej kompanii co on, choć nie był jego bezpośrednim opiekunem. Gdy książka była prawie gotowa, wysłałem profesorowi szkic. Czytał i co jakiś dzwonił lub pisał maila z informacją: „tak mogło lub nie mogło być” albo „tak raczej nie było, ale niech zostanie, bo to bardzo śmieszne”.
JS: Jaka była jego ostateczna opinia o książce?
ŁW: Profesor uśmiechnął się, gdy zobaczył książkę i powiedział, że to najbardziej przystępna pozycja na temat II wojny światowej na rynku. Był bardzo szczęśliwy, że powstała. Wcześniej miał świadomość, że przeżył coś wyjątkowego, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie to może być ważne dla innych i że tę historię warto przekazać dzieciom w formie bajki. Dla niego i innych żołnierzy towarzystwo Wojtka było naturalne.
JS: Jak odbierają "Dziadka i niedźwiadka" dzieci – wzbudza większe zainteresowanie niż „Afryka Kazika”?
ŁW: Bardzo różnie. Zauważyłem, że 5-6-latki reagują żywiej na "Afrykę...", bo jest to dla nich bardziej przystępny temat. Jest lew, który ryczy, wulkany, hipopotam, który wynurza się spod wody, dżungla - to pobudza wyobraźnię. Historia niesamowitego niedźwiedzia, przyjaciela polskich żołnierzy w czasie II wojny światowej wydaje się bardziej atrakcyjna dla uczniów z pierwszych klas szkoły podstawowej.
JS: Czy ich zainteresowanie wynika również z tego, że, jak mówisz, dzieciom brakuje polskich bohaterów w bajkach?
ŁW: Bohaterowie bajek telewizyjnych, książek i komiksów są w większości importowani zza granicy. Może właśnie dlatego miło poznać losy polskich bohaterów, polskich żołnierzy opiekujących się niedźwiedziem brunatnym urodzonym w Libii czy Syrii. Jest w tych bajkach element patriotyzmu. Kiedyś patriotą był ktoś, kto walczył z zagrożeniem dla kraju, jego wolności. Dziś, w dobie integracji z Europą, musimy przyjrzeć się na nowo temu pojęciu, okazuje się, że patriotą może być ktoś, kto z biało-czerwoną flagą przejechał Afrykę rowerem lub ktoś, kto podczas wojny zaopiekował się niedźwiedziem.
JS: Zdradziłeś mi, że pracujesz nad kolejną książką. Może powiesz na ten temat coś więcej?
ŁW: Rzeczywiście już nad nią pracuje, ale zanim będzie gotowa, minie jeszcze trochę czasu. Choćby stworzenie ilustracji potrwa kilka miesięcy, chciałbym bowiem bardzo, by powstały w wyniku pracy dwóch artystów z różnych krajów. Chciałbym opowiedzieć dzieciom jeszcze jedną historię, w której sam jestem zakochany. To historia podróży, w której brał udział Polak i która była w tamtych czasach podróżą poza krańce znanego świata.
JS: To podróż do ciepłego czy zimnego kraju?
ŁW: Wtedy było tam raczej zimno. Więcej już nie zdradzę.
JS: Dziękuję za rozmowę
Rozmawiała Joanna Sopyło (dla www.ryms.pl)
« wróć na stronę listy artykułów