"Aurelka, czyli wielkie hece małej świnki"
Piotr Rowicki
ilustr. Dymitr Kuźmenko
Wydawnictwo Amea, 2010
Galeria zdjęć:
I znów Piotr Rowicki puścił do nas oko. "Aurelka..." to dowcipna książka dla dzieci, ale to my, rodzice, najlepiej zrozumiemy podwójne dno żartów. Śmiałam się już przy poprzedniej książce Rowickiego "Przygody Hektora", podobnie było przy "Aurelce...".
To lekka, podlana absurdem i parodią historia bardzo nietypowej świnki, która lubiła być czysta, nie chciała żyć w chlewie i marzyła o tym, by dowiedzieć się, czy gdzieś daleko jest zupełnie inaczej. Tymczasem u niej w domu trzeba było tarzać się w błocie, siorbać, mlaskać, czyli zachowywać się jak przysłowiowa świnia. Nad właściwym zachowaniem domowników czuwa mama (silny typ osobowości), tata (słabszy typ:) - były zapaśnik, właściciel Orderu Błękitnej Obierki z napisem "Za błoto nasze i wasze!" przeważnie tkwi z nosem przy telewizorze i kibicuje zawodnikom.
Cóż z tego, skoro Aurelka nijak nie pasuje do znanych sobie świnek, nie boi się iść do szkoły, ba, nie obawia się nawet powiedzieć na lekcji wywrotowego zdania o tym, że czystość jest lepsza od brudu. Uwaga w dzienniczku i domowa reprymenda sprawia, że Aurelka ucieka z domu. I tu zaczynają się rozmaite hece. Do Aurelki przyłącza się dzika świnka Topcia. Spotykają myśliwego, który na szczęście znany był z tego, że zawsze trafiał kulą w płot. Wysłuchują łzawej historii lisa nieszczęśliwie zakochanego w kurze. Dowiadują się o wyborach miss lasu i Aurelka decyduje się wypróbować swoich sił. I to z sukcesem!
Bohaterów ulepił z plasteliny, a tło uzupełnił patchworkowo różnymi technikami Dymitr Kuźmenko (ilustrator "Przygód Hektora"). Zrobił to naprawdę udanie (urzekł mnie wizerunek pary niedoszłych kochanków, czyli lisa tańczącego z kurą :-). Udał się też duet Rowicki - Kuźmenko, i nie jest to powtórka z rozrywki, tylko całkiem nowa historia. Zresztą, oceńcie sami :-)
Ewa Skibińska
link
Zobacz także: