"Zarafa"
Adam Jaromir
ilustr. Paweł Pawlak
Wydawnictwo Muchomor, 2010
Galeria zdjęć:
O "Zarafie" w kręgach zainteresowanych książkami dziecięcymi mówiło się już parę miesięcy przed wydaniem tytułu drukiem. Kilka ilustracji udostępnionych przez wydawcę kazało przełykać ślinkę wielbicielom kreski Pawła Pawlaka. No i mamy, "Zarafa" formatem długa jak szyja żyrafy zachęca, by zajrzeć do środka. Najpierw oglądamy ilustracje z długorzęsą czarującą Zarafą, dworem smutnych, chyba zmęczonych życiem ludzi i samego mocno przygnębionego króla Karola X, który w kolejnych odsłonach na szczęście zaczyna się uśmiechać. Humor władcy poprawia obecność Zarafy, podarowanej francuskiemu królowi przez Paszę Muhammada Aliego. Imię Zarafa w języku arabskim znaczy tyle co "pełna wdzięku". I rzeczywiście wdzięku odmówić jej nie można. Z klasą znosi mało przyjemne określenia, jakie sączą się z ust złośliwej księżnej pod adresem żyrafy: "niebiańska kreatura", "poczwara", "dziwoląg". Przyjemność odnajduje w rozmowach z królem Karolem, w opowiadaniu o swoim dzieciństwie, marzeniach. Zarafa ma jedno niezwykłe marzenie, którego nie zdradzę, powiem tylko, że się spełni :)
Dużo dzieje się w tej bajce między słowami, trochę tu gier słownych, dygresji, niuansów widocznych dla czytelnika nieco starszego od kilkulatka. Sama bajka nie jest długa, czyta się z przyjemnością ze względu na staranny język. Nie spodobał mi się jedynie pomysł ze zróżnicowaniem czcionki, być może chodziło o efekt zdynamizowania tekstu, ale mnie w miarę czytania literki fruwały przed oczami.
Przeczytajcie sami, jaka jest peunta spotkania smutnego króla z czarującą Zarafą. W taki upalny dzień, jaki, gdy piszę tę recenzję, mamy dziś, marzę o tym samym, co Zarafa :)
Ewa Skibińska
link
Zobacz także: